Muzyczka xD

niedziela, 1 listopada 2015

Wszystko się kiedyś kończy.

Wyobraźcie sobie dziewczynę. Ma 15 lat, i raczej nie różni się niczym od innych. Dopiero co odkrywa siebie. Robi wszystko, by odnaleźć powołanie. I wtedy je znajduje. Wiem, że może nie jest to odpowiednia chwila na pożegnanie. Jednak jeśli już się żegnać, to ze wszystkim naraz. Wiem, co większość z was dzisiaj odczuwa. Wiem, co odczuwa mój idol, którego zyskałam dzięki jednemu serialowi, który dla wielu jest niczym. Chce wam podziękować, że byliście przy mnie przez całą moją działalność. Że mnie wspieraliście. Może czasami was denerwowałam, za co bardzo przepraszam. Nie byłam idealna, i nigdy nie chciałam taka być.
Teraz, kiedy siedzę i wylewam łzy, musiałam sobie o was przypomnieć. O was, z myślą że pomimo tego, że ostatnio was zaniedbuje, jesteśmy rodziną. Jedną, wielką rodziną. I ja zostanę jej członkiem. Jednak nie w takiej formie, jak dotychczas. Jestem na etapie odkrywania, że to co robiłam przez wiele lat nie daje mi już tak wielkiej satysfakcji. Serce mi pęka, gdy tylko o tym pomyślę. Miałam napisać coś oryginalnego, i pożegnać się w jakiś piękny sposób. Ale nie mam siły. Nie mam siły kompletnie na nic. A czuje, że muszę zrobić to dzisiaj. Dzisiaj, gdy nikt nie zauważy, że odchodzę. Kiedy wszyscy jesteście zajęci końcem naszego fioletowego świata.
Gdy mam 17 lat, poczułam, że to wcale nie jest to, co chce robić w życiu. Po roku architektury krajobrazu, wczułam się w nią zupełnie. Nie myślę prawie o pisaniu. W głowie mam jedynie praktyki, biologie, której nauka w tym roku tak ciężko mi idzie, oraz... rysowanie. Nigdy nie czułam się w tym dobrze, bo wiem że nigdy nie dojdę w tym do perfekcji. Jednak ostatnio poczułam, że nie muszę być perfekcyjna. Wystarczy, że wiem, co chce przekazać. A przekazywanie czegokolwiek poprzez pisanie ostatnio słabo mi idzie. Coraz gorsze oceny za wypowiedzi pisemne, mój język staje się coraz bardziej ubogi, czytam coraz mniej książek. Nie mam na nie czasu. Nawet gdy zaplanuje sobie, że poczytam chwile, przypominam sobie biologie, i ten ogrom materiału, który muszę opanować. I tak mam już taryfę  ulgową. Nie wyobrażam sobie, by nauczycielka jeszcze bardziej mi to ułatwiła. A chce się nauczyć.
Zastawiam wam do przemyślenia całe dwa lata, które tu byłam. Może je zmarnowałam, może nie. Dorastałam razem z wami.  Nie chciałam, by moje życie wyglądało normalnie. Wymagałam od siebie więcej. Jednak teraz myślę, że jeśli się postaram, uzyskam coś cenniejszego, niż pisanie. Może kiedyś tu wrócę. Nie obiecuje. Chce, byście wiedzieli, że to były najpiękniejsze dwa lata mojego życia. Najbardziej rozwijające lata. Te które ukształtowały mój charakter. Dziękuje.

niedziela, 25 października 2015

6

- Nigdy za nim nie tęskniłeś? - spytała nagle, po dość długiej ciszy. Musiałem chwile się zastanowić...
- Nie mógłbym tęsknić za kimś, kogo nigdy nie było w moim życiu. Może i często czegoś mi w życiu brakowało, ale chyba jednak nie jego... Raczej uczyć, którym powinni obdarzać mnie rodzice, a których nie zaznałem, i to przez niego. Mama nie miała czasu się mną zajmować, chciała jak najlepiej, wiem o tym. Dlatego raczej wszystko co się działo w moim życiu, może być skutkiem jego jednej decyzji. Gdyby nie odszedł od mamy, byłoby inaczej.
- Lepiej?
- Nie wiem, czy lepiej. Na pewno wiem, że zupełnie inaczej.
Nic więcej nie mówiła. Miałem ochotę dowiedzieć się czegoś o niej, w jakiś sposób wywołać szczerą rozmowę. Jednak zawsze, gdy siliłem się na szczerość, rozmawiamy tylko o mnie. Nie mówi zbyt wiele o sobie. Dlatego dzisiaj postanowiłem, że następnym razem będę milczeć. Może w końcu wysili się, i powie cokolwiek. Jeśli ja potrafię być szczery, chce by ona też mogła.
Wróciliśmy do reszty około 22. Jak zwykle ledwo co udało nam się przejść tak, by opiekunowie nas nie zauważyli. Raz nam już się dostało za tak późne powroty. O dziwo, mama wiedziała o tym już następnego dnia rano. Tak jakby ktoś od razu do niej dzwonił. Może ktoś tu mnie szpieguje...? Bo nie sądzę, by opiekunowie dzwonili do niej z każdą błahostką. Za dużo nas tu jest, żeby się tym wszystkim przejmować. Pomimo tego że jej powiedzieli że wracam późno (ktokolwiek to zrobił) i nie wiadomo gdzie się szlajam, i tak wracam późno. Chociaż obiecałem jej, że już będę grzeczny. Naiwnie w to wierzy...

Następne dni wyszły tak, że prawie wcale nie mieliśmy dla siebie chwili wolnego. Gdy nie było już zajęć, zawsze ktoś  coś ode mnie chciał. Tak jakby na silę starali się odciągnąć mnie od tych spacerów. Rozumiem, że nie chcą nikogo tutaj zgubić, jednak wydaje mi się że jesteśmy już z Violettą na tyle zorientowani w terenie, że nie ma mowy o tym byśmy szybko się zgubili. A jeśli już się zgubimy, to i tak kiedyś wrócimy z powrotem. Po tych paru dniach nareszcie znalazł się czas, w którym razem mogliśmy się przejść. Oczywiście nie marnowaliśmy okazji. Tym razem szliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie odezwało się nawet przez moment. Usiedliśmy nad jakimś jeziorem.

____
Przepraszam, że tak mało. Nie mam siły pisać. Może dam radę napisać coś wcześniej, niż za te dwa tygodnie. Postaram się. Przepraszam, naprawdę. Mam teraz trudno w szkole, jutro jeszcze praktyki (chociaż zimno...) i po prostu nawet w weekendy jestem zajęta. Mam nadzieje że zrozumiecie.

sobota, 10 października 2015

5

"Czuje się tylko nawozem pod roślinę, jak często przekwita na grobie zwiędłej miłości. To rzadka roślina, a nazywa się szczęście."

To jest chyba pierwszy raz, gdy czuje, że mam kogoś  bliskiego  w Buenos Aires. Zbliżamy się do siebie z dnia na dzień coraz bardziej. Czuje, że mogę powiedzieć jej wszystko. Czyżbym w końcu znalazł tutaj bratnią duszę? Boje się tylko, że zacznie mnie ignorować jak wrócimy... Zostało jeszcze półtora miesiąca. Myślę, że w te półtora miesiąca za bardzo się do niej przywiążę. Nie wiem czy to normalne. Znam ją już jakiś czas, a dopiero teraz poznaje ją lepiej.
- Idziemy? - spytała Violetta, gdy już byliśmy po obiedzie. Nie miałem dzisiaj ochoty robić kompletnie nic, jednak zgodziłem się jeszcze rano iść z nią nad jezioro. Jestem ciekaw, co powie na to opiekun... O ile oczywiście powiemy mu, że idziemy. Często zdarzało nam się oddalać, nie mówiąc nikomu dokąd idziemy i kiedy wrócimy. Często też jakoś nie zauważali, że nas nie ma. Jak dobrze, że nie ma tu aż tyle bliskich nam osób, Inaczej już dawno chyba mama by mnie stąd zabrała. Nie chce, żebym się tu gdzieś zgubił. O dziwi, zawsze gdy się oddalam, zaraz dzwoni i mówi że mam na siebie uważać. Jakby jakiegoś szpiega tutaj miała, albo zainstalowała mi jakiegoś GPS'a. Jakoś po niej bym się tego nie spodziewał... Tym razem nie było inaczej. Też zadzwoniła. Gdy po rozmowie schowałem telefon do swojej kieszeni, zaraz usłyszałem pytanie Violetty.
- Znowu twoja mama?
- Tak. Znowu kazała mi na siebie uważać. - zaśmiałem się. - Może jak się oddalam, ma jakieś przeczucie i od razu dzwoni?
- To by było trochę dziwne. Zastanawia mnie, po co w ogóle tyle razy dzwoni. Do mnie tata dzwoni raz w tygodniu, i wystarczy.
- Ona już taka jest. Przyzwyczaiła się, że jestem przy niej. Przez te kilkanaście lat zajmowała się mną sama. Nigdy nie rozstawała się ze mną dłużej, niż na jeden dzień. - zaśmiałem się. Zdawałem sobie sprawę z tego, że może za bardzo się przywiązuje, bo niedługo dorosnę, przeprowadzę się, i będę daleko od niej. Jeśli będzie miała wtedy do mnie dzwonić codziennie, chyba oszaleje.
- Jest dużo matek wychowujących samemu swoje dziecko, jednak i tak wydaje mi się że twoja wyjątkowo się martwi...
- Czy ja wiem, czy się martwi? Bardziej pilnuje... Może odkąd mieszkam tutaj jestem grzeczny, ale w Hiszpanii zdarzało mi się narozrabiać. Raz, gdy się z nią pokłóciłem, uciekłem z domu, z myślą że idę szukać ojca. Znalazła mnie po paru dniach. Dopiero później zdałem sobie sprawę, jak bardzo musiała się w tamtym momencie o mnie martwić.
- Serio wymyśliłeś, że poszukasz ojca? - zaśmiała się. Tak, mi też to teraz wydaje się zabawne.
- Miałem różne, dziwne pomysły. Wiedziałem, że mój tata w Hiszpanii nie jest. Jakby tamtego dnia mnie nie znalazła, czuje że musiała by mnie potem szukać na innym kontynencie. - zaśmiałem się. - Mój tata mieszka gdzieś w Argentynie, i doskonale o tym wiem. Nie wiem niestety gdzie dokładnie, i kto to. Zresztą, nawet znudziło mi się już myślenie o nim. Jeśli by chciał, już dawno by przy mnie był. - wzruszyłem ramionami.
- I takie podejście jest dobre. Nie powinieneś zabiegać o miłość kogoś, kto nie zasługuje na to byś ty go kochał. Chyba wie, że ma syna?
- Musi wiedzieć, jeśli przez te kilkanaście lat przysyła mamie pieniądze... Jednak rozmawiać ze mną jeszcze nigdy nie chciał.

sobota, 26 września 2015

4

"Może o to właśnie chodzi w życiu. Żeby ktoś przy Tobie był, na dobre i na złe... Zawsze... Kiedy ciemno, źle, gdy świeczka się nie pali... Pomimo, mimo i wbrew.. Nawet gdy wydaje nam się, że nikogo nie potrzebujemy, bo jesteśmy tak samowystarczalni... Nieprawda.. Ludzie potrzebują innych ludzi... W pojedynkę nie mogą istnieć..."

Od mojego spaceru z Violettą minęło trochę czasu. Jakoś od tamtego momentu czuje, że mam z kim tutaj porozmawiać. Dziwne. Jeszcze tydzień, dwa tygodnie temu było tak, jakbyśmy się nie znali. Najwyraźniej tutaj oboje jesteśmy za bardzo samotni, by wybrzydzać w towarzystwie. Mamy bardzo dużo wolnego czasu, a samotność nie jest raczej przyjemna. Inaczej wygląda to w domu, a inaczej tutaj. W domu, gdy mam wolną chwilę, zwykle staram się skontaktować z moimi przyjaciółmi z Hiszpanii. Tu mam tego czasu za dużo. Zaraz po tym, jak uda mi się porozmawiać z mamą (co zwykle łatwe nie jest, bo często nie odbiera telefonu) i z przyjaciółmi, okazuje się że tego czasu mam jeszcze bardzo dużo. A co wtedy robić? No właśnie... Musiałem znaleźć sobie jakiekolwiek towarzystwo, żeby nie oszaleć. To w końcu całe dwa miesiące... Zaczynam powoli żałować, że zdecydowałem się na wyjazd. Towarzystwo Violetty nie jest złe, jednak wiem jak będzie jak wrócimy. Znowu będzie tak, jakbyśmy byli sobie zupełnie obcy. Nie ważne jak bardzo zdążymy się do siebie zbliżyć w ciągu tych dwóch miesięcy. Nie chce poczuć, że znalazłem bliską osobę, a potem znowu nie mieć kontaktu z rówieśnikami w Buenos Aires.
Dzisiaj zapowiadał się kolejny nudny dzień. Nie miałem zajęć, co wiązało się z całkowicie wolnym dniem. Z samego rana zadzwoniłem do mamy, bo chyba tylko wtedy da się do niej dodzwonić. Potem postanowiłem wyjść na spacer, by nie siedzieć cały dzień w tym nudnym pomieszczeniu, udając że cokolwiek robię. Podobała mi się ta okolica. Cisza, spokój. W sam raz dla mnie. Dlaczego więc nie mógłbym wykorzystać swojego czasu na spacery? Zanim jednak zdążyłem się oddalić, dogoniła mnie Violetta.
- Idziesz na spacer? Mogę iść z tobą? - spytała, posyłając w moją stronę ogromny uśmiech. Postanowiłem się zgodzić. Przecież spacerować można nie tylko w samotności. A może i lepiej w towarzystwie? Nawet słuchanie muzyki podczas spaceru mi się już znudziło. Może tym razem nie będzie to spacer w ciszy?
- No to jak się bawisz, jak narazię? - spytała nagle - Cały czas ostatnio widzę cię z telefonem. Nudzi ci się już tu?
- Nie, nie nudzi się... Wiesz, wakacje to moment gdy najbardziej da się dodzwonić do moich przyjaciół. Zwykle nie mam na to nawet czasu.
- Jak to nie masz czasu? Ja znajduję czas na wszystko, co tylko chce. A wiesz, jesteśmy w tej samej szkole, oceny mamy podobne....
- Z tym, że ja na takie oceny muszę przesiadywać długo nad książkami, a niektórym przychodzi to łatwiej. Tak już jest. - odezwałem się. Prawda. Niektórzy nie musieli się tyle uczyć, by mieć takie oceny. Ktoś z gorszą pamięcią, jak na przykład ja, może nad tym siedzieć całe dnie, a i tak nie wszystko zapamięta.
- Na twoim miejscu już dawno chyba bym odpuściła. Powinieneś poukładać sobie tutaj życie, a nie ślęczeć nad książkami.
- Wiesz, czasami wydaje mi się że tylko to, że mam dobre oceny, karzę mojej mamie jeszcze zwracać na mnie uwagę. Dobrze się uczę, nie sprawiam problemów, synek idealny. - zaśmiałem się. Nigdy tak naprawdę nie próbowałem w sytuacji nauki przeciwstawić się mamie. Byłem pewien że w tej sytuacji wie co zrobić, by dla mnie było to lepsze. Ślęczę więc nad tymi książkami, dopóki wszystkiego nie wbije sobie do głowy.
- Moim zdaniem niektórzy rodzice przesadzają z tym gonieniem do nauki. Uczymy się dla siebie, nie dla nich.
- Właśnie dlatego powinniśmy wziąć się w garść i opanować całkowicie szkolny materiał. - skomentowałem. Co ja gadam, przecież większość tego co jest w szkole do niczego w życiu mi się nie przyda. Na przykład taka matematyka. Po co mi to?
- Nie wszyscy muszą być profesorami, Diego. Ulice też ktoś powinien zamiatać. - pokazała mi język, na co ja zaśmiałem się.
- Może i racja. Jednak nie wszyscy mają takie podejście jak ja, więc spokojnie, do zamiatania ulicy też kogoś się znajdzie.

****
Przepraszam was że tak krótko i bez sensu. Następny tydzień szykuje się ciężki, i nie mam czasu nawet na to długie pisanie. Biorę się za roślinki. :)
Możecie mi życzyć powodzenia na poniedziałkowych praktykach. Idę do kogoś, kto zna moich rodziców. Jak coś schrzanię, będzie ostro. ;-;

sobota, 12 września 2015

3

Przez prawie cały spacer nie odezwała się do mnie ani jednym słowem. Wyszło prawie tak samo, jakbym poszedł sam. Musiałem coś zrobić, by przerwać tą dość krępującą ciszę. W końcu nie postanowiłem iść z nią, żeby cały czas milczeć. Nie wiedziałem, w jaki sposób zacząć rozmowę, a ona chyba nawet nie pomyślała, by w jakiś sposób mi w tym pomóc. O czym mógłbym rozmawiać z Violettą? Z dziewczyną, którą znam tyle czasu, ale prawie wcale z nią nie rozmawiałem. Nie mam z nią przecież nic wspólnego. Nic, z wyjątkiem tańca. A jak niby miałbym wkręcić taniec do rozmowy? Nie mam zielonego pojęcia. W tym momencie zdaje sobie sprawę, że łatwiej rozmawia mi się z mamą, niż z rówieśnikami. Może dlatego, że prawie nie mam czasu na spędzanie chociaż paru minut z przyjaciółmi? Inaczej wyglądało to w Hiszpanii, a inaczej wygląda tutaj. Już się do tego przyzwyczaiłem. Tam miałem czas na naukę i przyjaciół. Tutaj mam czas na naukę, pasje, pomoc mojej mamie... i nie zostaje mi już ani minuty na przyjaciół. Może dlatego czuje się tu tak osamotniony, i jak na razie to mama uchodzi za moją przyjaciółkę? Z jednej strony to dobrze, bo powiem jej wszystko, wysłucha mnie... Ale to nie to samo. Z tego zamyślenia wyrwały mnie nagłe słowa Violetty. Spojrzałem na dziewczynę.
- Przepraszam, zamyśliłem się. Mogłabyś powtórzyć? - zapytałem. Dziewczyna posłała mi lekki uśmiech, za chwilę odzywając się.
- Pytałam właśnie, o czym tak myślisz.
- Tak naprawdę, o niczym konkretnym. Myślałem o Hiszpanii, i o tym co dzieje się teraz. Jest jednak znacząca różnica.
- Trudno było wyjechać do innego kraju, zostawić wszystko za sobą? - spytała nagle. Zastanowiłem się dłuższą chwilę.
- Nie należało to do najłatwiejszych, jednak nie była to moja decyzja. Tak zadecydowała mama, a ja tylko się podporządkowałem. Zdawałem sobie sprawę, że jej na tym zależy, w końcu mogła zostawić za sobą wszystko, co związane z Madrytem. Nie zamierza tam na razie wracać, najwyraźniej tu jest jej dobrze.
- A ty jesteś szczęśliwy, że tu jesteś? - spojrzałem na nią, po tym pytaniu. Skąd te nagłe zainteresowanie moim życiem?
- W Hiszpanii miałem przyjaciół, Takich, których znałem prawię o zawsze. Trudno było się z nimi pożegnać, jeszcze trudniej jest utrzymywać z nimi kontakt będąc tutaj. Ale nie narzekam... Mamę tak naprawdę również w pewnym stopniu straciłem, bo coraz rzadziej ma dla mnie czas. Myśli że zrekompensuje mi to tańcem... No i jakoś wychodzi na to, że na razie jest dobrze. Dopóki ma w ciągu dnia jakąś godzinę, żeby ze mną porozmawiać. - zaśmiałem się. W Hiszpanii było zupełnie inaczej... Pracowała mniej, ale i tak miałem z nią gorszy kontakt, niż teraz.
- Nie wyobrażam sobie jeździć z jednego kontynentu na drugi. - stwierdziła, nagle - Jak już mieszkam w jednym miejscu, myślę że powinnam tutaj zostać. Z resztą, uwielbiam Argentynę.
- No widzisz, ja już mniej. Niby nie jest tak źle, ale i tak brakuje mi tego, co w Hiszpanii. Do tego wakacje tutaj są w miesiącach, które kojarzą mi się zimą w Hiszpanii. Gdy tu jest strasznie gorąco, tam jest zimno. Nie mogę się przyzwyczaić...
- Nie dziwie ci się, w końcu całe życie mieszkałeś tam... Byłam w Hiszpanii parę razy. Piękny kraj, ale... Chyba nie mogłabym zamieszkać tam na stałe.
- A niby to dlaczego? Normalny kraj, jak każdy inny.
- Czy ja wiem...? Ma w sobie coś magicznego, co przyciąga, jednak mnie bardziej przyciąga właśnie Argentyna. Myślę że to dlatego, że się tu urodziłam. Są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie mieszkać gdzie indziej, niż ich ojczyzna. Są też tacy, co chcą mieszkać gdziekolwiek, tylko nie w kraju, w którym się urodzili...

sobota, 5 września 2015

Informacja.

Zw względu na to że zaczął się rok szkolny, mam coraz mniej czasu. Mój plan lekcji nie wygląda najlepiej, czyli luz będę miała tylko w poniedziałek (gdzie pomimo 8 godzin lekcji, są one w miarę znośne) i piątek. Z tym, że w poniedziałek tylko 3 godziny będzie dane mi siedzieć w klasie, 5 pierwszych jest moim koszmarem - rozpoczynającymi się lekcjami praktycznymi. Istnieje możliwość, że po tym poniedziałku nic nie napiszę. W piątek też niekoniecznie coś napiszę, bo jestem padnięta po całym tygodniu, i pomimo tego że kończę o 12 nie mam na nic siły. Weekend staram się przeznaczyć głównie na książki, spotkania z przyjaciółmi, rodzinę czy szukanie roślin potrzebnych do zielnika (co proste nie jest, bo teraz serio niewiele kwitnie ;-;). Mam nadzieje, że nie obrazicie się, jeśli rozdział będzie dodawany co dwa tygodnie. Zwykle będzie to piątek, lub sobota. Następnego możecie się spodziewać 12 września, czyli w sobotę. Postaram się napisać jak najlepszy, żeby nie było pretensji :D

czwartek, 27 sierpnia 2015

2

"Żyjemy tak jak śnimy – samotnie."

- Mam nadzieje że wytrzymasz beze mnie te dwa miesiące. - odezwałem się, stojąc już przed autokarem. Za chwilę mieliśmy wyjeżdżać. Tak bardzo już chciałem być na miejscu. Nienawidzę dłuższych podróży autokarem, czy nawet samochodem. Gdy byłem dzieckiem miałem chorobę lokomocyjną. Pierwsza moja wycieczka szkolna okazała się koszmarem dla nauczycieli. Nie wiem czemu, ale ciągle zaczynam się śmiać, gdy sobie to przypominam. Wtedy nie było mi raczej do śmiechu.
- Myślę, że wytrzymam. Tylko masz do mnie codziennie dzwonić. - odezwała się moja mama. Nie potrafiłem się z nią rozstać. Czasami gdy myślę, że kiedyś będę się musiał od niej wyprowadzić, psuje sobie humor na cały dzień. Jest moją matką, ale również przyjaciółką, której o wszystkim mogę powiedzieć, i na którą zawszę mogę liczyć. Dzięki niej jestem kim teraz jestem.
- O to się nie martw. Gdy znajdę czas, będę dzwonił. - powiedziałem. Za chwile zauważyłem, że wszyscy już wsiadają. Tylko ja tak długo się żegnam z mamą? Ogólnie, chyba tylko ja przyjechałem z którymś z rodziców. Ludzie są dziwni. Większość nie docenia tego, co ma. Spojrzałem na godzinę w telefonie. Już powinniśmy odjeżdżać.
- Tylko nie wariuj tam za bardzo. Chce cię odzyskać w jednym kawałku. - zaśmiała się, widząc że już chce iść. Uśmiechnąłem się tylko w odpowiedzi, po czym zdecydowałem jednak się do niej przytulić, zanim pojadę.
- No już, leć. To tylko dwa miesiące. - zaśmiała się - Kocham cię.
- Ja ciebie też. Cześć, Zadzwonię później. - powiedziałem, wchodząc już do tego autokaru. 2 miesiące będę robił to, co kocham. Wreszcie. Szkoła strasznie mnie wymęczyła. Staram się utrzymywać wyniki na tym samym poziomie co w Hiszpanii, jednak tutaj mam więcej do zrobienia.
Gdy byłem już w autokarze, usiadłem z tyłu, sam. Wgapiałem się w okno. W końcu zdecydowałem się założyć słuchawki i włączyć muzykę, ze względu na to że szykowałem się na długą podróż. Do tej pory staram się ogarnąć w miarę chorobę lokomocyjną, i powinienem siedzieć gdzieś z przodu. Jednak tam wszystkie miejsca były zajęte. Będę musiał jakoś to przeżyć. Gdy tak siedziałem, nagle dosiadła się do mnie Violetta. Lekko mnie to zdziwiło. Dopiero po chwili zauważyłem, że po prostu nie miała gdzie usiąść. Wszystkie miejsca były już zajęte. Po chwili już jechaliśmy. Nie wyciągnąłem z uszu słuchawek. Widziałem, że i Violetta jest czymś zajęta. Gdy dojechaliśmy na miejsce, chciałem jak najszybciej wydostać się z tego piekielnego pojazdu. Chyba nigdy nie polubię podróży. Do wieczora mieliśmy czas wolny na rozpakowanie się, czy pochodzenie po okolicy, Pokój na szczęście miałem z kimś normalnym, więc nie musiałem się martwić o spokój. Po tym jak się rozpakowałem, wyszedłem się przejść. Gdy tylko trochę odszedłem od miejsca, w którym mieliśmy spędzić te dwa miesiące, zauważyłem idącą samotnie Violette. Sam nie wiem nawet czemu, ale postanowiłem tym razem do niej podejść. Całe dwa miesiące nie wytrzymałbym nie odzywając się do nikogo, a jednak ci z którymi dogadywałem się najlepiej nie przyjechali. Sam nawet zastanawiałem się, czy w tej sytuacji nie zrezygnować, jednak z nieznanego mi powodu to było jedyne miejsce, gdzie mama chciała puścić mnie samego. Nie chciałem spędzić calutkich wakacji w domu, nawet jeśli tutaj miałbym być sam. Może uda mi się lepiej dogadać z resztą osób.
- Cześć, mogę ci potowarzyszyć, czy wolisz spacerować sama? - spytałem, gdy byłem już obok Violetty. Spojrzała na mnie, jakby zdziwiona że w ogóle się do niej odezwałem.
- Skoro i tak już idziemy w tą samą stronę... To możemy iść razem. - odezwała się, ruszając na dalszy spacer. Od razu ruszyłem z nią. Dobrze, że mnie nie zbyła. Może chociaż z nią uda mi się normalnie rozmawiać.

Obserwatorzy

Chat~!~