Muzyczka xD

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 36 - "Nie potrafię jej zostawić"

Francesca. 
Weekend bez naszej zakochanej pary, czyli jest strasznie nuuudno. Diego kazał mi pilnować Marco, żeby znowu nie zrobił czegoś głupiego, więc siedzę z nim i staram się jakoś wytrzymać te chwilę grozy. 
- Marco!  - do pokoju wbiegła Mora - Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! 
Zaczęła się na niego wydzierać. Chyba nie powinnam się wtrącać... 
- Ale o czym powiedzieć...?
- O tym że gdzieś tutaj jest nasz ojciec! Marco... 
- Ale o czym ty mówisz?! - zdziwił się chłopak. 
- Ty też nie wiesz?! Stoi przed domem... 
- Gregorio przed domem?! - zerwałam się z krzesła jak oparzona i ? podbiegłam do okna. Faktycznie, przed domem stał nauczyciel tańca. Ale co on tutaj robi? Zaczęłam się śmiać, bo spojrzał na mnie tak jakby myślał że ja też jestem jego córką. 
- Nie wierze, przylazł tutaj. - zaczęłam się śmiać a Marco stał z miną WTF?! Patrząc na More. 
- Weź go przegnaj, i najlepiej nie mów Diego że tu był. - od razu powiedziała Mora. - Nie chcę by znowu się smucił przez ojca. 
- Ale Diego... Zna ojca. - powiedział od razu Marco. 
- I on też mi nie powiedział? I mam wam ufać? Dziękuje bardzo. - powiedziała i pobiegła do pokoju. 
- No i po co on tutaj przylazł? I jeszcze musiał mówić Morze o tym że jest naszym ojcem? - spytał Marco zerkając przez okno. 

Diego. 
Przez cały dzień chodziłem po mieście z Violettą. Musiałem jakoś wykorzystać weekend w mieście w którym się wychowałem, w którym spędziłem całe życie. Nadal zastanawiałem się czy tutaj nie zostać. Wiedziałem, byłem pewien że wrócę do Buenos Aires chociaż na tydzień. Ale wtedy... Tylko po to by się spakować i wypisać ze studio. I najważniejsze. Pożegnać z przyjaciółmi, z Violettą... Kocham ją strasznie, dlatego jeszcze muszę to przemyśleć. 
- Diego, o czym tak myślisz? - spytała w końcu. Nie odzywałem się przez jakieś pół godziny, więc w końcu się zainteresowała. 
- O powrocie tutaj na stałe. - powiedziałem od razu. Nie chciałem i nie mogłem jej okłamywać, nie chce by cierpiała z mojej winy. 
- Tak właśnie myślałam... Diego... - spojrzała mi w oczy. W jej oczach widziałem... Strach? I smutek, na pewno - Chcę tylko byś był szczęśliwy. Nie rób nic ze względu na mnie. 
Kiedy to powiedziała spuściłem wzrok. Za bardzo ją kochałem, ale każdego dnia jest coraz trudniej. Nie umiem jej powiedzieć że z nami koniec, że tutaj zostaje. Kocham ją... Ale związek na odległość i tak nie miałby przyszłości więc mam wybór... Zostać ze swoją matką i czuć że wszystko zepsułem, albo Zostać w Buenos Aires i wytrzymywać każde słowo swojego ojca. 
- Chodźmy lepiej do domu. - odezwałem się. Spojrzałem znowu w jej oczy. Te piękne oczy, w których widziałem  wszystkie uczucia dziewczyny. Złapałem ją znów za rękę i ruszyłem w stronę mieszkania swojej matki. 
- Mamo, jesteśmy! - powiedziałem od razu gdy weszliśmy do domu.
- Świetnie. Chodź tutaj. - krzyknęła z salonu. Pociągnąłem Violette w tamtą stronę. Trochę się zdziwiłem jak weszliśmy. Byli tam tak naprawdę wszyscy moi dawni przyjaciele... Mama musiała ich powiadomić że przyjechałem. Violetta stanęła za mną, ale zaraz zniknęła. Uciekła do pokoju. Bała się znowu? Bała się że teraz, gdy z nimi spędzę trochę czasu nie będę potrafił ich zostawić. Nie poszedłem za nią. Zostałem w salonie. Ruszyłem do niej dopiero gdy wszyscy sobie poszli. 
- Violetta... - podszedłem do niej. Siedziała na łóżku pisząc coś w pamiętniku. Usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę - Nigdy cie nie zostawię. 
Te słowa były również  przekazaniem jej że podjąłem już decyzje. Po prostu nie umiem jej zostawić. 



***
11 komentarzy - next :) 

Dwie nowe zakładki.

Zapewne zakładka  "Do końca życia?" was zainteresuje. Są tam zapewne bardzo istotne informacje na temat dalszego opowiadania (liczba rozdziałów na pewno, a mówię wam że jednak nie będzie 40 xd) które widać od razu, oraz te których trzeba się naszukać :D Chociaż... I tak są na początku, jednak tylko inteligentna osoba domyśli się o co chodzi.
No i zakładka "Zapytaj bohatera"
Wiecie chyba co to jest, prawda? :D
Za chwilę może zrobię jeszcze zakładkę bohaterowie, ale chyba nie dam rady, bo chciałam wziąć się za rozdział... Aj, te ferie będą dla mnie pracowite :D

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 35 - "Trudna decyzja?"

Violetta.
Diego wrócił po jakimś czasie do pokoju. Nie wyglądał na zadowolonego i w sumie mu się nie dziwie. Współczułam mu, teraz będzie musiał jeszcze dokładnie o tym wszystkim porozmawiać z Gregorio. Nie mam tylko pojęcia dlaczego on się obwinia. Tyle czasu nie było go wtedy w domu, nie wiadomo co się stało. - Diego... Ty naprawdę myślisz że Gregorio jest aż tak bezduszny by zostawić swoją żonę z 3 dzieci, w tym jednego z nich chorego, tylko dlatego że nie chciał mieć chorego dziecka? Naprawdę przemyślałeś to co mówisz? - spytałam. Chłopak od razu na mnie spojrzał. Widziałam że nie ma ochoty na żadne rozmowy. Leżał na łóżku, jakby starając się zasnąć. Teraz już żałowałam że mu przeszkadzam w tych rozmyśleniach.
- Vilu... Ja dobrze wiem że to wszystko moja wina. Gregorio... To znaczy tata nie potrafi zrozumieć tego że przez zatrzymywanie mnie po lekcjach i sprawdzanie ile wytrwam tańcząc, nie okaże mi tego że mnie kocha. On tak sobie sprawdza czy nadal trzyma się mnie ta choroba, chociaż dobrze wie że że będę chory do końca życia. Myśli że ja nie wiem co on kombinuje... Traktuje mnie inaczej, dostaje większy wycisk niż wy wszyscy. Ale co to ma na celu? Wpakowanie mnie do szpitala czy jak? Właśnie dlatego nie potrafię nazwać go swoim ojcem, nie potrafię sprawdzić czy ma uczucia. Chce być od niego jak najdalej. - powiedział i odwrócił się znowu w stronę ściany. Nie wiem... Czyżby on zamierzał teraz tutaj zostać? Zostawić mnie...?
- Diego... - zaczęłam, jednak on już mnie nie słuchał. Spał... Westchnęłam. Wiedziałam że zrobi to co będzie dla niego najlepsze, ale jakby miał tutaj zostać niestety straciłabym go... Co ja bym bez niego zrobiła? Chciałam by był szczęśliwy, by nie myślał o przyszłości, więc wiedziałam że uszanuje jego wybór. Usiadłam obok niego. Patrzyłam chwilę jak śpi. Dziwnie się czułam, wiedząc że jest możliwość że go stracę. W końcu sama postanowiłam pójść spać. Zanim położyłam się obok niego, delikatnie pocałowałam go w czoło. Zanim zasnął, był smutny, a może zły? Zamyślony na pewno. I chociaż nigdy mi się do tego nie przyzna, płakał. Na jego policzku widziałam jeszcze jedną, jedyną łzę. Położyłam się już obok niego. Po chwili już spałam.

 Diego.
Nie miałem za bardzo ochoty na rozmowę o tym z Violettą, przynajmniej nie teraz. Położyłem się i po prostu zacząłem udawać że śpię. A Violetta nie chciała mnie budzić... Wyglądałem na wyczerpanego, ale wiedziałem że i tak nie zasnę. Myślałem o tym wszystkim... Miałem ochotę po prostu tutaj zostać i nadal być po prostu ze swoją matką, która mnie rozumie i kocha. Z drugiej strony nie chciałem zostawiać Violetty w Buenos Aires. Kochałem ją za bardzo. Ale... Myśl o tym że będzie tam mój ojciec i codziennie, w szkole, będę go widywał skutecznie odrzucała ode mnie myśl o zostaniu w Buenos Aires, a tym bardziej w studio. Muzyka była całym moim światem, jednak jeśli mam codziennie czuć że mnie nienawidzi własny ojciec, byłem w stanie z tego zrezygnować. Czułem cały czas że mi się przygląda. Przez dłuższy czas więc udawałem że śpię. Gdy nagle poczułem jej pocałunek na swoim czole, mimowolnie się uśmiechnąłem. Troszczyła się o mnie.... Wyobrażałem sobie jak teraz musiałem wyglądać, skoro tak bardzo zrobiło się jej mnie żal. Kiedy tylko zasnęła, wstałem z łóżka i ruszyłem do okna. Usiadłem na parapecie, tak jak zawsze gdy tutaj mieszkałem. Patrzyłem przed siebie. Nad czym ja się tak zastanawiałem? Sam nawet nie wiedziałem. Miałem dwie opcje. Zostać i zapomnieć o ojcu i o... O Violettcie, albo wrócić i wytrzymywać życie obok ojca. Zeskoczyłem z parapetu i ruszyłem do kuchni. Była tam moja mama.
 - Nie śpisz? - usłyszałem z jej ust pytanie. Pokręciłem przecząco głową.
- Nie mogę zasnąć. - odpowiedziałem, wyjmując z lodówki jakiś sok. - Mamo... Mógłbym tutaj zostać, w razie czego?
 Spojrzała na mnie. Widać było że nie spodziewała się takiego pytania.
- Oczywiście Diego, dla ciebie zawsze znajdzie się tutaj miejsce. - powiedziała. Patrzyła na mnie tak jakbym właśnie powiedział że chce umrzeć czy coś takiego. No tak, Violetta... Chyba zaważyła jak bardzo ją kocham... - Zastanawiasz się nad zostaniem tutaj?
Kiedy zadała mi to pytanie, sam musiałem się poważnie zastanowić. Oparłem się o blat i napiłem się soku który wcześnie wyciągnąłem z lodówki.
- Tak... To byłby chyba najlepszy pomysł. Ale mamo... Ciężko będzie mi zostawić Violette. Bardzo ją kocham, ale jeśli zostanę tutaj... Związek na odległość nie ma sensu.
- Powinieneś zrobić to co uważasz za stosowne. Ale nie rań tej dziewczyny, jeżeli ją kochasz.
- Nie mam zamiaru jej ranić. Jest moim największym skarbem, kocham ją jak nikogo innego... Wyłączając oczywiście ciebie mamo. - zaśmiałem się - Tak krótko byłem w Argentynie, ale chciałbym tu wrócić. Ta szkoła chyba nie jest dla mnie, zbyt wiele wysiłku wkładam szczególnie w taniec... To bez sensu, jeśli po kilku miesiącach znowu wyląduje w szpitalu. Dobrze że nie wylądowałem tam wcześniej, nie wiem co powiedziałbym Violettcie.



***
No cóż... Ale wy wiecie, że zbliżamy się do końca? xD Zastanawiam się czy po 40 rozdziałach nie zrobić epilogu... Niektórzy już pewnie wiedzą że cała ta historia nie skończy się dobrze. (Żaneta, Tinita, ciii! xd). 
Tak naprawdę, albo zakończę to wszystko w ten sposób jak planowałam (a wtedy nie ma możliwości na 2 serie) albo jednak z wami zostanę xD Ja to muszę jeszcze przemyśleć, ale mam już taki fajny pomysł na epilog *-* 
11 komentarzy = next :3 

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 34 - " To było tak dawno... "

(Cały będzie z perspektywy Diego)
- No bo... To trudna sprawa, nie chcę byś o tym wiedziała. 
- Ukrywasz coś przede mną? - spytała w końcu. Spojrzałem na nią. Nie chciałem kłamać, ale też nie umiałem jej wszystkiego teraz opowiedzieć. 
- To ja was zostawię. Diego, porozmawiamy potem na osobności. - powiedziała moja mama i poszła. 
- Mów mi wszystko. - powiedziała od razu Violetta. 
- Nie wydaję mi się by był to dobry pomysł. Zdenerwujesz się że nie powiedziałem ci wcześniej i na tym się skończy. 
- To mogłeś mi powiedzieć wcześniej. 
- Nie, nie mogłem. Violetta... To naprawdę nie jest aż takie ważne. Wiedź tylko że jestem pewien że to z mojej winy odszedł tata. 
- Diego, powiedź mi prawdę! O co tu chodzi? - spytała. W końcu zrezygnowałem i postanowiłem jej o tym powiedzieć. 
- No więc tak... Wiesz już o tym że Gregorio odszedł gdy miałem trzy lata? - spytałem, a ona kiwnęła głową, więc kontynuowałem : - No więc... Gdy miałem te 3 lata, rodzice dowiedzieli się o tym że jestem chory. Od samych narodzin, dowiedzieli się jednak trochę... późno. Całe miesiące spędziłem w szpitalu. Przez pierwszy miesiąc mama i ojciec ze mną. Potem już tylko matka. Ojciec stopniowo się oddalał. A kiedy wróciłem do domu... Jego już  nie było. Nie powiedzieli mi na początku że wyjechał, że nas zostawił. Powiedzieli że wyjechał gdzieś bo musiał. Przez jakiś czas żyłem tak nie wiedząc, aż w końcu zacząłem się domyślać. Dowiedziałem się dokładnie dzięki Marco, który się wygadał. Od razu zacząłem wrzeszczeć że to moja wina. Miałem wtedy nie więcej niż 5 lat... Przez cały czas to na mnie zwracali największą uwagę, ta jest i do dzisiaj chociaż rodzeństwo dobrze wie że ja, jako najstarszy jestem za nich odpowiedzialny. Mora nienawidzi ojca, szczególnie ze względu na to jak ja się zachowywałem, gdy już o wszystkim się dowiedziałem. Nie chciałem z nikim rozmawiać, zamknąłem się w pokoju i przesiadywałem tam całe dnie. Mama pracowała, w ciągu dnia zajmował się nami wujek... Mora i Marco chodzili do szkoły, ja uczyłem się w domu... Do 12 roku życia, potem poszedłem do szkoły.
- Ale jakie znaczenie mają tutaj te filmiki? - spytała w końcu. 
- Na tych zdjęciach i filmach miałem 10, może 11 lat... Przypomina mi to wszystko. Wujek jakimś cudem wepchnął mnie do jakiegoś koncertu czy coś. Na próbach były pierwsze przyjaźnie, jak widać na tych filmikach. To wszystko sprawiało że zapominałem o ojcu, chociaż na chwilę... Na tym na którym widać mój płacz, no wiesz, tym strasznie obciachowym, przypomniałem sobie o tacie właśnie w środku próby. Po prostu nie wytrzymałem... 
- Uciekłeś po tym momencie z tymi przyjaciółmi, z twoim... wujkiem, tak? Ma jakieś znaczenie? - spytała Violetta. 
- Jakby nie miał żadnego znaczenia, nie wyszedłbym z tego pokoju. Wiesz... W połowie prób znowu trafiłem do szpitala, ten moment filmiku był moim powrotem do nich, na próbę. Jak widzisz, to szczęście i w ogóle... To nie są momenty które powinienem chyba sobie przypominać, z resztą nieważne. Po tym momencie wiele razy jeszcze trafiałem do szpitala, w końcu nigdy nie będę do końca zdrowy i... -  przerwała mi w tym momencie. 
- I ty mi o tym nie powiedziałeś?! A gdyby coś się działo?! Nie wiedziałabym o co chodzi, nie wiedziała co robić! Diego... 
- Nie chciałem ci nic mówić, bo... Bałem się że mnie odrzucisz, że nie będziesz chciała mieć nic do czynienia z chorym, tak samo jak mój ojciec. 
- Diego, nawet tak nie mów... - powiedziała. Rozmawiałbym z nią dalej, gdyby nie zawołała mnie mama. Od razu poszedłem do salonu. 

- Diego... Znasz już ojca, tak? - spytała prosto z mostu. Nie wiedziałem czy powiedzieć jej dokładnie prawdę... 
- Tak... Jest moim nauczycielem tańca. Wiedziałaś że tam uczy? - spytałem. 
- Wiedziałam... Nie wiedziałam że się dowiesz. 
- Mogłaś powiedzieć mi od razu! Nie pojechałbym tam... 
- To dla ciebie była szansa, a nie chciałam byś ją zmarnował ze względu na to że jest tam twój ojciec. Sam ci powiedział?
- Powiedźmy że podsłuchałem... Ale to nie jest ważne, mamo. Ważne jest to że przede mną to ukryłaś. 




***
Koniec! :D 
Ten rozdział jest ze specjalną dedykacją. 
Dla kogo? Dla Patrycji! 
No wiesz... chciałam zrobić filmik ale z moimi zdolnościami, nie zdążyłam xd Przegrałabyś zakład, kochana <3 
Ale wracając do rzeczy, po raz 3 dzisiaj chcę ci życzyć wszystkiego najlepszego! :D 
Muszę ci się odpłacic za to że nie wytrzymałam do północy, ale i tak życzenia złożyłam ci między 2 a 3 w nocy xD 
A teraz wszyscy : STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJĘ, ŻYJĘ NAM, STO LAT, STO LAT NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM, JESZCZE RAZ, JESZCZE RAZ, NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM, NIECH ŻYJE NAM? XDD
A KTO?!
PATRYCJA! :D
Jestem jebnięta, ale cie kocham ^^ <3 



10 komentarzy - next 

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 33 - "Wracają wspomnienia"

Diego
- W końcu w domu! - prawie że wrzasnąłem, gdy wchodziliśmy do mieszkania mojej matki. Tego, które jeszcze przed przeprowadzką do Buenos Aires było miejscem w którym spędzałem całe dnie. Całe swoje życie, pomijając szkołę. Chociaż i tak do 12 roku życia uczyłem się w domu. W mieszkaniu nikogo nie było. Mama nadal była w pracy, mówiła że wróci późno więc raczej dzisiaj nie dam rady z nią porozmawiać. Chyba że zaczekam, ale wtedy Violetta będzie chciała czekać ze mną, a nie wiadomo ile czasu to zajmie. Od razu ruszyłem razem z Violettą do pokoju który kiedyś był mój i Marco. 
- Jak myślisz, twoja mam cokolwiek ci powie? - spytała po jakimś czasie dziewczyna. 
- Powie. Kiedy powiem jej wprost że już znam swojego ojca, od razu opowie mi wszystko. Nie będzie chyba udawała nadal że ja i moje rodzeństwo nie mamy ojca, co nie? 
- Tego bym nie była taka pewna. - zaśmiała się. 
- Nie jestem głupi, wiem skąd się biorą dzieci i wiem też że potrzebny jest do tego również mężczyzna. - sam zacząłem się śmiać. - A gdyby tata nie żył już dawno by mi o tym powiedziała. A Gregorio raczej nie kłamie. Tak mi się przynajmniej wydaję. 
- Po nim wszystkiego można się spodziewać. I weź nie mów na niego "Gregorio" bo w twoich ustach brzmi to dziwnie. Na lekcji "tata", a poza szkołą "Gregorio". Zwariować można. 
- No dobra, to tata raczej nie kłamie. - wywróciłem oczami - Nie powtórzę tego nigdy więcej! Dla mnie "tata" brzmi dziwnie. Pewnie dlatego że wcześniej nie miałem ojca...  
- Miałeś, tylko go nie znałeś. - przypomniała mi. 
- Widzisz ile ta przeprowadzka zmieniła w moim życiu? Wcześniej na słowo "tata" wypowiedziane przeze mnie bądź któreś z mojego rodzeństwa miałem ochotę coś rozwalić. Teraz na każdej lekcji tańca muszę powtarzać "Tak, tato", "Dobrze, tato" bo inaczej ktoś patrzy na mnie jakbym popełnił największy grzech w życiu.
- Nie przesadzaj Diego... Oni gapią się też jak mówisz "tato". Po prostu nikt się nie może przyzwyczaić do tego że Gregorio ma syna.  I że niby jeszcze jesteś nim ty? To bez sensu, nawet dla mnie. 
- A niby dlaczego, co?
- Wcale nie jesteś do niego podobny. Wyglądasz zupełnie inaczej, masz inny charakter. Odziedziczyłeś po nim chyba już tylko talent. 
- W sumie... A może faktycznie kłamie i nie jest moim ojcem? - spytałem niby sam siebie. W tym momencie do pokoju weszła moja mama. Dobrze wiedziałem że słyszała tylko moje ostatnie dwa słowa. "Moim ojcem"/ Patrzyła na mnie, jakby zdziwiona, jakby zła. Czy to moja wina? Co mam powiedzieć? "Przepraszam mamo, moja przyjaciółka zamknęła mnie i Violette w schowku na instrumenty i słyszałem słowa Gregorio."? Nie, bez sensu. 
- Mamo, to jest Violetta. - postanowiłem w końcu przerwać dość niezręczną ciszę, przedstawiając swojej matce dziewczynę mojego życia. 
Violetta od razu przywitała się z moją mamą. Potem poszliśmy do salonu, rozmawialiśmy jeszcze w trójkę. Mama opowiadała Violettcie jak to było kiedyś. Chciała pokazać jej jakieś filmiki z mojego dzieciństwa. 
- Mamo, ja się nie zgadzam! - powiedziałem od razu. Jak dobrze że tata nie ma takich filmików! 
- Oj tylko jeden, nie wstydź się.  
- Nie. 
- A chociaż zdjęcie?
- Mamo! 
- Tylko jedno. 
- Nie pozwalam. 
- A czemu? - wtrąciła się Violetta. Mama, obciach mi robisz. -.- 
- No bo nie. 
- Dieguś, proszę. Tylko jedno zdjęcie, no! - poprosiła Violetta. 
- No okey. Ale tylko jedno, na nic więcej nie pozwalam. 
Mama od razu pobiegła po album. Trochę minęło zanim wróciła, chyba szukała najlepszego zdjęcia. Miała jednak nie jedno, ale kilka.
- Zgodziłem się na jedno. 
- Nie potrzebuje twojej zgody. - powiedziała od razu podając zdjęcia Violettcie. Oglądałem razem z nią. 





Te wszystkie zdjęcia... Nie wiem dlaczego pokazała Violettcie akurat te. Tak, Violetta nie wie wszystkiego o moim życiu. Nie wie jednej, dość istotnej rzeczy. Nie będę jej teraz tego wszystkiego tłumaczył. Potem mama włączyła jakieś filmiki. Już nie protestowałem, sam wszystko sobie przypominałem. Po tych fragmentach :

jednak już postanowiłem wyjść. Jakoś... nie wytrzymałem? Nagle przypomniało mi się wszystko, o czym tak silnie starałem się zapomnieć. Usiadłem na łóżku w swoim pokoju. Po chwili przyszła Violetta.
- Diego, o co ci chodzi? - spytała w końcu. Sam nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. - O co chodzi w tym wszystkim? Nie rozumie...
- Bo to... To moja wina że tata odszedł. Po prostu... To moja wina.
- Nieprawda. - usłyszałem głos swojej matki stojącej przy drzwiach.
- Nigdy nie przyznasz mi racji. To moja wina. Potem starałaś się robić wszystko bym tak nie myślał, ale to ja sprawiłem że tata odszedł.
- Niby w jaki sposób? - spytała w końcu Violetta.
- Bo... No bo ja...



***
Koniec, tatata xd
Nikt nie wie co się dzieje, może się dowiecie w następnym rozdziale ^^
10 komentarzy - next.

wtorek, 21 stycznia 2014

Zawieszam bloga...

Spokojnie, nie panikować jeszcze :D Tylko do 31 stycznia, gdy rozpoczną mi się ferie ^-^ Wtedy będę do waszej dyspozycji. Rozdział pojawi się 1 lutego! :D
Taka tam tylko informacja, byście nie panikwali że mnie nie ma. Cały czas będę tutaj http://canta-amore.blogspot.com/ i na blogu na którym pomagają mi dziewczyny, bo tam nie potrzebuje aż tyle czasu na pisanie :D
Buziaki wysyłam i życzę miłych ferii tym którzy już je mają ^.^

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 32 cz. 2

Diego.
Po zajęciach ruszyłem do domu. Ze mną oczywiście poszła Violetta, chciała zobaczyć tą stłuczoną szybę. W sumie się jej nie dziwie, jak można stłuc szybę, od tak, pięścią? Dobra, kit z tym. Po chwili już byliśmy w domu. Na szczęście nie było Mory.
- Diego ! - wrzasnął Marco gdy tylko wszedłem do domu, ciągnąc za rękę swoją dziewczynę.
- Jestem, już tak nie piszcz. Głodny jesteś czy co? - zacząłem się śmiać.
- Traktujesz mnie jak dziecko? - spytał trochę zdenerwowany.
- Nie, no coś ty? Nie ma po prostu sprawy z Gregorio dopóki nie porozmawiam o tym z mamą. A lecę w weekend, ty się wtedy zajmiesz Morą. Możesz pokazać jaki jesteś dorosły. A teraz pokarz te szybę, chce zobaczyć szkody jakie wyrządziłeś. - powiedziałem od razu idąc z nim do kuchni - Ale ty wiesz że dajesz kasę na wymienienie tej szyby?
Zacząłem się śmiać, a razem ze mną Violetta. Marco tylko wywrócił oczami. Od razu poszedłem z Violettą do pokoju.
- Zadzwonię do mamy, powiem jej że przyjadę. - powiedziałem i od razu zadzwoniłem. Violetta po rozmowie spojrzała na mnie.
- A mogłabym jechać tam z tobą? - spytała.
- Do Hiszpanii...? No nie wiem, może tata cie nie puści.
- Oj tam, z tobą na pewno puści.
- No dobra, pogadaj z nim. Może będziesz taką niespodzianką dla mojej mamy, chciała cie poznać. - zaśmiałem się.

*Piątek, ostatnie zajęcia. Sala Gregorio*
- Diego, mógłbyś zostać po lekcjach? - zapytał Gregorio, powszechnie już znany jako mój ojciec. Teraz zamiast Gregorio wszędzie słuchać "tata Diego" -.-
- Niestety nie... tato... - ledwo przeszło mi to przez gardło - Lecę dziś do Hiszpanii i razem z Violettą spieszymy się na samolot. Nie mam czasu.
- Ale... Chyba nie wyjeżdżasz na stałe? - spytał trochę panikując.
- Jade tylko odwiedzić mame. - Gregorio już nie kontynuował tematu. Zabraliśmy się do zajęć. Kiedy zajęcia się skończyły wybiegłem z sali pierwszy, na wszelki wypadek jakby próbował mnie zatrzymać. Potem poszliśmy z Violettą po nasze bagaże i pojechaliśmy na lotnisko.

Po dłuuugim czasie (nudów w samolocie) już byliśmy w Hiszpanii. Violetta wybiegła z samolotu, wspominała że boi się latać ale nie myślałem że aż tak.



***


<- "W świetle jego genialności ty możesz się tylko poopalać" xDDD

Obserwatorzy

Chat~!~