Muzyczka xD

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 42 - "Przecież on symulował"

Diego.
- No i jak zajęcia z Jackie? - spytała Francesca.
- Lepiej nie pytaj. - powiedziałem i zacząłem się śmiać - Śniło mi się to w nocy. Największy koszmar mojego życia.
- Ale gdybyś widziała minę Jackie jak stracił przytomność. Bezcenne. - stwierdziła Violetta.
- Cicho, nie mów jej tego. Bo zaraz rozgada. - wywróciłem oczami.
- Oj tam, oj tam.
- Diego! - usłyszałem krzycz Gregorio. Wydziera się na całą salę zamiast podejść i poprosi o rozmowę.
- Sorry na chwilkę, nie obgadywać mnie. - zaśmiałem się i od razu poszedłem do mojego ojca. - Wołałeś mnie?
Po chwili zorientowałem się że za mną jest Violetta. Cały dzień chcę za mną łazić? Fajnie...
- Tak, chodź. - powiedział i od razu ruszył do pokoju nauczycielskiego. No cóż, ruszyłem za nim. A za mną jeszcze Violetta. Cóż, jeśli chodzi o sprawę z Jackie to ona wie więcej niż ja ogarnąłem. Zapowiada się całkiem ciekawa rozmowa...
- A teraz już ktoś mi wyjaśni co się wczoraj wydarzyło? - zapytał Pablo, jednak wszyscy milczeli - Rozumiem, Diego został po lekcjach. Ale dlaczego?
- No nic nie umiał. - wyjaśniła od razu Jackie.
- Nieprawda! Moim zdaniem był dobry, a ty trzymałaś go tylko dlatego że go nie lubi.
- Naprawdę nie rozumiem. Chodzi tylko o to że go tyle trzymała? - spytał Pablo, tym razem patrząc na mnie.
- Gdyby chodziło tylko o to, nie byłoby sprawy. - powiedział Gregorio. - Diego, mogę powiedzieć?
Chociaż raz zapytał mnie o zdanie, są postępy. Nie wiem tylko czy dobrym pomysłem jest mówić tutaj przy wszystkich o tym co się stało...
- Dobra, mów. - powiedziałem. Pablo i tak by nam nie dał spokoju gdyby się niczego nie dowiedział. Mój ojciec od razu wszystkim wyjaśnił co się stało, oczywiście pomagała mu Violetta bo wiedziała chyba więcej niż on.
- Mówiłem ci że on nie może cały dzień tańczyć, to zbyt duży wysiłek fizyczny. - zakończył Gregorio.
- Jakoś wszyscy mogą, tylko nie twój syn.
- A jest tutaj drobny problem Jackie. Mój syn nie jest taki jak wszyscy. A przede wszystkim wytrzymuje mniej niż przeciętny człowiek.
- Przecież on wczoraj symulował. - stwierdziła Jackie - A teraz nas wszystkim wmawiacie jakieś bzdury.
- Takiego czegoś to ja akurat bym nie za symulował. - odezwałem się wreszcie.
- Dobra, zostawicie mnie samego z Gregorio i Diego? - spytał Pablo. Wszyscy nagle opuścili pokój nauczycielski.
- O co tutaj chodzi? - zapytał. Wiedziałem tylko że jak dowie się dokładnie wszystkiego nie będzie zadowolony. Nie powinienem tego ukrywać przed nauczycielami. Ale po co miałem wszystkim od razu to mówić?
- Tato... Ja już muszę iść na zajęcia. - powiedziałem i wstałem. Pablo nawet nie próbował mnie zatrzymać, widział że na rozmowie z tylko z Gregorio zyska więcej informacji. Opuściłem szybko pokój nauczycielski i poszedłem do Violetty. Poszliśmy na zajęcia do Jackie, chociaż nie bardzo podobała mi się ta opcja. Już wolałem siedzieć w tym pokoju nauczycielskim z Pablo i tatą. Gdy jednak mieliśmy zabrać się do tańca, usłyszałem od Jackie.
- Diego, siadaj. Już i tak dużo nauczyłeś się wczoraj.
No właśnie... Specjalne traktowanie którego nie chciałem. Bardzo dziękuje. Od razu poszedłem usiąść, trochę zły.

Camila. 
Na serio coś tu jest nie tak. Violetta, Diego i Francesca coś przed nami ukrywają, ale w życiu nie powiedzą mi co. Ale i tak się dowiem. Zdziwiło mnie to że Jackie kazała Diego usiąść, w końcu wczoraj siedział po zajęciach i było widać że go nie lubi. A dzisiaj nagle taka dobroduszna? Ja się już wszystkiego dowiem, choćbym miała ich wszystkich śledzić. Nie rozumiem tylko jednego. Podobno jestem ich przyjaciółką, a oni nie chcą mi powiedzieć prawdy. To trochę boli. Trochę bardzo... Rozumiem, tajemnica Diego. Ale w sumie z Diego też wszyscy się przyjaźnimy. Po zajęciach wszyscy razem poszliśmy coś zjeść do pobliskiej knajpki. Usiedliśmy przy jednym stoliku.
- Idziemy dzisiaj po zajęciach do kina? - spytał Leon. Diego od razu pokręcił głową.
- Ja nie mogę, mama przyjeżdża.
- Przecież byłeś u niej w weekend, już się stęskniła? - zdziwiłam się.
- Nie... Nie o to chodzi. Wiecie... A w sumie nieważne. Muszę być przed 17 w domu, od razu w łóżku. Nie pytajcie... Gregorio wczoraj do niej dzwonił, praktycznie wcale nie powinno mnie tutaj być.
Spojrzałam na niego.
- A co się stało że aż tak się martwi?
- Wczoraj na zajęciach z tańca źle się poczułem, dlatego Jackie kazała mi dzisiaj usiąść. - tłumaczył się, ale widziałam że nie mówi nam wszystkiego.
- Dlatego że źle się poczułeś twoja mama przyleci z samej Hiszpanii? - tym razem zdziwił się Leon. - Moja by tylko powiedziała że mam się położyć. Twoja mama chyba za bardzo się martwi i traktuje cie jak dziecko.
- Nie... To nie tak, że traktuje mnie jak dziecko. Po prostu... Od dawna mam malutki problem ze zdrowiem, jak coś się dzieje woli być obok mnie.
- Malutki problem? - zdziwiłam się. Wiedziałam że coś jest nie tak, jeszcze chwila i wszystko z niego wyciągniemy. - A od kiedy dokładnie?
- Miałem chyba jakieś 3 lata jak to wszystko się zaczęło... Ale co to za przesłuchanie? - zdziwił się
- Żadne przesłuchanie, po prostu martwimy się o naszego przyjaciela. - odezwał się Maxi - Trochę dziwne że te problemy tyle czasu się trzymają.

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 41 - "A ty gdzie się wybierasz?"

Diego.
Leżałem w łóżku zastanawiając się nad tym co dokładnie dziś się wydarzyło. Wyobrażałem sobie jaki będzie chaos w studio gdy Pablo dowie się że nie wie czegoś na temat dość... Kiepskiego stanu zdrowia jednego z uczniów. Tata oczywiście chociaż spróbuje mnie obronić, ale czuje że mu to nie wyjdzie. Taki właśnie jest tata. Ktoś nagle zadzwonił. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Mama? Przecież u niej jest środek nocy! Bez wahania odebrałem telefon.
- Mama? Dlaczego dzwonisz do mnie o tej porze?
- Obudziłam cie? - zdziwiła się - Jeśli tak to przepraszam.
- Nie, nie obudziłaś... Nie spałem jeszcze. Po co dzwonisz?
- Rozmawiałam z Gregorio i wiem co się stało. - powiedziała od razu - Powinieneś do mnie zadzwonić i chociaż mnie o tym poinformować. Jeśli choroba znowu powraca, powinieneś chyba powrócić do Madrytu.
- Mamo... To naprawdę nie jest konieczne. Poczułem się słabo, to norma po całym dniu tańca. - zapewniłem - Nic mi się nie stanie. A jeśli coś będzie nie tak, tata się mną spokojnie zajmie.
- Nie wmawiaj sobie że tym razem cie nie zostawi. - przestrzegła mnie - To może się dla ciebie skończyć ogromnym rozczarowaniem.
Może i tym razem mama miała racje? Nie wmawiałem sobie że będzie obok cały czas, wiedziałem że dopóki będę w studio on jednak nie zniknie.
- Dobra mamo, idź już spać.
Mama od razu się rozłączyła. Odłożyłem telefon i zamknąłem oczy. Leżałem tak do momentu w którym usłyszałem że otwierają się drzwi.
- Przyszłaś... - uśmiechnąłem się patrząc na dziewczynę stojącą w drzwiach. Już po chwili znalazła się obok mnie.
- Nie mogłam nie przyjść, skoro już tu jestem. Idź już spać, widzę że jesteś zmęczony. - uśmiechnęła się do mnie.
- Okey... Ale najpierw chce buziaka na dobranoc. - uśmiechnąłem się szeroko. Ona pochyliła się nade mną i tylko delikatnie musnęła moje wargi. Przewróciłem oczami i sam sobie wziąłem tego buziaka na dobranoc. Przyciągnąłem ją tak że leżała obok mnie i dopiero wtedy pocałowałem czule jej usta. Nie miałem ochoty wcale się od niej odsuwać, więc całowaliśmy się tak dłuższą chwile. Nasze pocałunki były z każdą chwilą coraz bardziej śmiałe. Uznałem że na tym się skończyć nie może, ale czy ona tego chce? Delikatnie podwinąłem jej bluzkę, czekając na jakąś reakcje. Dziewczyna momentalnie oprzytomniała i lekko mnie odepchnęła.
- Diego, nie dzisiaj... - powiedziała od razu. Było mi trochę głupio... Jednak chciałem przeżyć ten pierwszy raz z osobą którą kocham - Teraz musisz odpocząć. No już, śpij.
Poczułem jej delikatne usta na swoim czole i mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Dlaczego nie chcesz? - spytałem jednak w końcu.
- Diego, jeszcze trochę za wcześnie, nie uważasz? Albo... Mam propozycje. Wiesz, ja mam już 18 lat... Zrobimy to kiedy ty je skończysz.
Kiedy to powiedziała od razu zacząłem wyliczać sobie kiedy ile zostało. W końcu wyszło mi że dwa tygodnie. To wcale nie tak długo, a dla niej byłem w stanie zaczekać nawet wieczność.
- Dobrze. - wywróciłem teatralnie oczami i pocałowałem ją po czym położyłem się i przytuliłem ją do siebie. Już po chwili oboje spaliśmy. Obudziłem się z samego rana. Nie miałem serca budzić Violetty, więc powoli wstałem z łóżka tak by nie wywołać najmniejszego hałasu i podreptałem do kuchni. Od razu zrobiłem śniadanie dla mnie i Violetty, Marco i Mora wstają duuużo później ode mnie. Postanowiłem że zjemy śniadanie w pokoju, więc od razu je tam zaniosłem. Gdy wszedłem, Violetta już nie spała. Usiadłem obok niej. 
- Nie idziesz dziś do studio. - powiedziała od razu. Naprawdę myślała że będę opuszczał zajęcia? Przecież nic się nie stało, naprawdę nie rozumiem. 
- Nie będę opuszczał zajęć. 
- Ale wyobraź sobie jaka teraz będzie afera i... 
- Myślisz że Jackie komuś to powie? 
- Wydaje mi się że szybciej Gregorio. - stwierdziła Violetta. W sumie chyba miała rację, mój ojciec zrobi awanturę u Pablo. 
- Nie interesuje mnie to... Chce być na zajęciach. - uparłem się. 
- No dobra, niech ci już będzie. 
Po chwili już zjedliśmy to śniadanie. Gdy mieliśmy wychodzić do szkoły przed nami nagle pojawiła się Mora. 
- A pan gdzie się wybiera? - spytała patrząc na mnie - Nigdzie dziś nie pójdziesz. Masz leżeć, tak prosiła mama. 
- A nie możesz przymknąć na to oka...? - spytałem patrząc na nią prosząco. Wiedziałem że i tak pójdę, nawet jeśli zamknie mnie w pokoju na klucz. Ma się swoje sztuczki. - Wyobraź sobie że nas nie widziałaś. 
- Diego... Ale wiesz że mama dzisiaj już do nas leci? - spytała - Masz być w domu przed 17, bo będzie u nas o 17:30 i od razu jak wrócisz kładziesz się do łóżka. Wtedy może będę cie kryła. Jasne?
- Jak słońce. Pa Mora. - powiedziałem i razem z Violettą wyszedłem z domu. Zastanawiałem się po co mama fatyguje się aż tutaj, do Argentyny.
- Powinieneś jednak dzisiaj zostać w domu. - powiedziała Violetta. 
- Nie, nie powinienem. Tak mi się przynajmniej wydaje, wrócę szybko do domu. Co najwyżej jutro mnie nie puści, chyba że się wymknę. 
- Czasami mnie przerażasz. - stwierdziła. Oboje zaczęliśmy się śmiać. 

Angie. 
Z samego rana weszłam do pokoju nauczycielskiego. Na szczęście nikogo jeszcze nie było, więc w spokoju mogłam usiąść i wypić kawę. Dopóki mojego spokoju nie przerwał Gregorio razem z Jackie. 
-  Powtarzam ci po raz setny, to nie moja wina! - wrzasnęła Jackie. 
- Wcale! A kto go trzymał do samego wieczora?! - gdy Gregorio to powiedział, trochę się przestraszyłam że zrobili coś któremuś z uczniów, więc musiałam zapytać. Jednak gdy chciałam coś powiedzieć, zjawił się Pablo i sam wyręczył mnie pytaniem. 
- Kogo trzymałaś do wieczora Jackie? O co tutaj chodzi? - nauczycielka tańca tylko spojrzała na Pablo. Chyba nie miała zamiaru się tłumaczyć. 
- Diego. - odpowiedział za Jackie Gregorio. 
- Przecież mówiłem ci wczoraj że masz go wypuścić wcześniej. Robisz mi to na złość? A teraz mówcie co mu zrobiliście. - kiedy to powiedział, już żadne się nie odzywało. Po Jackie było widać że nie chcę się pogrążać, ale chyba Gregorio nie brał w tym udziału?
- Diego już jest w studio? - zapytał tym razem mnie.
- Nie mam pojęcia, wydaje mi się że już przyszli... 
- To idź go poszukaj. - powiedział od razu. Jednak zamiast mnie, poszedł Gregorio. Nawet chyba lepiej, on mu chociaż wyjaśni o co chodzi. 
- Powiesz mi w końcu co się stało? -  spytał Pablo. 
- Nic. On tylko symulował i nagle wszyscy się przejmują. - stwierdziła Jackie. Naprawdę dziwi mnie to jaki ma stosunek do ucznia. Wydawało mi się że ona wie co robi i każdego ucznia traktuje tak samo, ale po niej widać że Diego... Diego jest dla niej tak jakby nie uczniem. W końcu syn Gregorio, więc po co traktować go normalnie? 


***
Będzie afera, wredna ja xD 
Te rozdziały są coraz głupsze, albo mi się wydaje :D
Po przeczytaniu po raz chyba 10, stwierdzam że są coraz głupsze xD

sobota, 8 lutego 2014

Nowy blog :D

Zapewne zastanawiacie się jak ja to wszystko ogarnę. Zatem tu zmierzamy do końca, więc nie widzę problemu xD
Do tego tutaj mam już trochę rozdziałów, chcecie dzisiaj kolejny?
Ale wracając do nowego bloga, oto on :
http://diego-y-ludmila.blogspot.com/
Będę go prowadzić z ... Narazie wam nie zdradzę, o! Niech będzie narazie "gal anonim z aska" xD
Wiem, szablon i nagłówek nie jest czymś idealnym, ale muszę trochę postów dodać żeby jakiś przyzwoity zamówić, bo nasz anonim też się nie zna na grafice. xd
Pewnie zastanawia was też para. Dlaczego akurat Diego i Ludmiła? A tak jakoś nam przyszło i wydaje nam się że pasują do wymyślonych przez nas postaci :D
Mam nadzieje że ktoś tam wpadnie ^^

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 40 - "Wszystko w porządku?

 Diego. 
- Na pewno sobie poradzisz? - spytała Violetta gdy znowu zjawiliśmy się w sali tanecznej. Nie byłem pewien czy znam odpowiedź na jej pytanie. Szczególnie przypominając sobie moją chęć zasymulowania zwichniętej podczas przerwy kostki. Podobno całkiem nieźle kuleje "na niby". Odpuściłem jednak sobie. Wiedziałem że mój tata jest cały czas w pobliżu, siedział w pokoju nauczycielskim. Jakby co, on wie jak zareagować a znając życie jak coś mi się stanie Violetta zacznie panikować i do niego pobiegnie.
- Tak, dam rade. - stwierdziłem po dłuższej chwili namysłu. Dziewczyna chyba zdążyła zauważyć że się zastanawiałem, jednak nie drążyła tematu. Do sali weszła Jackie. 
- Gotowy? - spytała od razu. Pokiwałem głową, znowu zabierając się do tańca. Jeden, dwa, trzy, cztery. Jeden, dwa, trzy, cztery. Będzie mi się to śniło w nocy chyba. Po chwili w drzwiach pojawił się tata.
- Odpuścisz mu już może? - zaproponował - Widzę że znęcasz się nad nim tylko dlatego że jest ze mną spokrewniony. 
- Nie znęcam się nad nim, chce go tylko czegoś nauczyć - stwierdziła Jackie. 
- Dobrze ci radze, daj mu już spokój. - powiedział po raz kolejny mój tata. Ja tylko podszedłem do Violetty, nie chcąc wdawać się w kłótnie. Po raz kolejny dzisiejszego dnia mój ojciec nieudolnie starał się mnie bronić.
- Masz już dość? - spytała Violetta. 
- Zdecydowanie... - powiedziałem spuszczając wzrok. Moja dziewczyna podała mi wodę, na szczęście pomyślała o tym by wziąć jej ze sobą dość dużo - Dziękuje.
Uśmiechnąłem się do niej. Zerknąłem na swojego ojca i Jackie, którzy nadal się kłócili praktycznie nie zwracając na mnie uwagi. 
- Albo mi się wydaje albo jesteś blady... - odezwała się Violetta, gdy akurat piłem wodę. 
- Panikujesz słonko. - powiedziałem po czym złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. - Spokojnie, może już mam spokój z tą chorobą? Od dwóch lat nie trafiłem do szpitala. 
- W końcu musi nadejść ten dzień, za bardzo wierzysz w swoje możliwości. 
- Nie kracz mi tu teraz. - wywróciłem oczami. 
Spojrzałem jeszcze raz na Gregorio i Jackie. Usiadłem obok Violetty, i zacząłem oglądać "przedstawienie". 
- Bronisz go tylko dlatego że to twój syn. - stwierdziła po raz kolejny tego dnia Jackie. Gregorio spojrzał na mnie. 
- Nie ma mowy, nie zostanie tu dłużej. Boje się o niego, rozumiesz? Tylko spójrz. - powiedział i wskazał na mnie. Dziwne... Widziałem się w lustrze a nie widziałem w sobie nic takiego. 
- Po prostu jest lekko zmęczony. Posiedzi chwile i znowu będzie mógł tańczyć. Wyjdź i nie przeszkadzaj mi w zajęciach. 
Gregorio nadal stał, patrząc raz na mnie, raz na Jackie. Zerknął na Violette. 
- Violetta, gdyby coś się działo wiesz gdzie mnie szukać. - powiedział od razy i poszedł do pokoju nauczycielskiego. Rozumiałem dlaczego chce by Violetta do niego poszła, Jackie by tego nie zrobiła a ja... Niekoniecznie byłbym w stanie. Wstałem i znowu się zaczęło. Jeden, dwa, trzy, cztery. Teraz już byłem pewien że będzie mi się to śniło w nocy. Violetta bacznie obserwowała każdy mój ruch. Z każdą sekundą nabierałem coraz większej ochoty by po prostu się przewrócić i udać że boli mnie ta kostka. Może wtedy ewentualnie dostałbym pozwolenie na pójście do domu. Jackie wyszła na chwilę zadzwonić. Stałem w tym czasie przed lustrem, z zamkniętymi oczami. Myślałem jak by tu wybrnąć z dalszych ćwiczeń. To nie miało sensu, Jackie mnie tu trzyma i trzymać będzie, dopóki nie stracę resztki sił. Chciała udowodnić Gregorio że mogę dużo, co tak naprawdę jest dla mnie przysługą. Nagle do sali weszła Mora.
- Diego, co ty tutaj jeszcze robisz? Szukamy cie z Marco pół dnia. - powiedziała. Odwróciłem się w jej stronę. Obok mnie stała już Violetta. - Wiesz że nie powinieneś się tak męczyć,
- To nie jest mój wybór, Mora. Idź do Marco, uspokój go. Jeśli będę miał nie wrócić na noc to zadzwonię. - powiedziałem. Jej to oczywiście nie uspokoiło. - Mała, obiecuje że wrócę do domu cały. A teraz biegnij.  
Uśmiechnąłem się. Mora od razu podeszła do mnie. Szybko mnie przytuliła po czym pobiegła do Marco. 
- Masz wspaniałe rodzeństwo. Też chciałabym mieć starszego brata. - powiedziała Violetta. 
- Jestem od niej starszy tylko o rok.
- Ale jest między wami taka wspaniała więź. - powiedziała - Powinieneś stąd zwiać. 
Kiedy to powiedziała, zacząłem zastanawiać się czy mówi poważnie. Po wyrazie jej twarzy mógłbym stwierdzić że mówi serio. 
- No weź przestań, jeszcze poprosi Pablo by mnie ze studio wywalił. 
- Zaczynam się zastanawiać czy tak nie byłoby dla ciebie lepiej. 
- Idę po tatę, bo chyba źle się czujesz. - powiedziałem i przyłożyłem do jej czoła dłoń w celu sprawdzenia czy przypadkiem nie ma gorączki. 
- Diego... - wywróciła oczami. 
- Dobra, usiąść już księżniczko. - powiedziałem i odesłałem ją na miejsce. Po chwili wróciła Jackie i znów zaczął się mój koszmar, czyli : Jeden, dwa, trzy, cztery. Vilu i Fran chyba miały racje, nie powinienem przychodzić na dzisiejsze lekcje.


- Diego, wszystko w porządku? - usłyszałem jak przez mgłę pytanie Jackie. Usłyszałem kroki Violetty. Najwyraźniej biegła po tatę. Siedziałem na ziemi, pod ścianą. Tyle wiedziałem. W pewnym momencie już urwał mi się film. 

Violetta.

- Gregorio! - wbiegłam do pokoju nauczycielskiego. Od razu spojrzał na mnie, widać że już się denerwował. - Diego chyba zemdlał.
Kiedy to powiedziałam, Gregorio natychmiast pobiegł do sali tanecznej, a ja za nim. Gdy tam już byliśmy, Jackie na wszystkie sposoby starała się ocucić Diego. 
- Mówiłem! - powiedział od razu Gregorio. Od razu odsunął Jackie i kucnął przed Diego. 
- Nie dusił się wcześniej...? - spytał, tym razem on próbując ocucić Diego. 
- No... Wydaje mi się że coś się działo. - zdenerwowała się Jackie - Może dzwonić na pogotowie? 
- Nie. - odezwał się Gregorio. Szczerze zdziwiło mnie to że prawie wcale się nie denerwował - Violetta, podasz mi jego plecak? 
Od razu poszłam po plecak Diego i podałam go Gregorio. Po chwili jakimś cudem ocucił swojego syna. 
- Brałeś pewnie dzisiaj leki? - zapytał. Chłopak pokręcił tylko głową. 
- Nie biorę ich jeśli się źle nie czuje, nie mam po co... 
- Ale masz je w plecaku? - zapytał Gregorio. 
- Chyba je tam wkładałem... Wydaje mi się. 
Gregorio od razu zaczął przeszukiwać jego plecak. Jackie tylko stała z boku. Nic nie rozumiała. 
- Dobra, nie ma ich. - stwierdził w końcu. - Odwiozę cie do domu, tam weźmiesz te leki. Violetta, ciebie też odwiozę, w końcu jest już późno. 
Powiedział. Od razu pomógł Diego wstać z tej ziemi a ja wzięłam jego plecak. 
- Czekajcie. - powiedziała od razu Jackie - O co tutaj chodzi? 
- Nie będę nic wyjaśniał, nie tobie. - powiedział Gregorio. Razem z nim ruszyliśmy do samochodu. 
- Mówiłem że powinieneś wrócić do domu normalnie. - marudził Gregorio, gdy nas odwoził. - Violetta, zostałabyś dzisiaj u niego na noc? Przypilnujesz go przynajmniej, od razu ma wziąć te leki i się położyć.  
- Tato, nic mi nie jest. - powiedział. Siedział właśnie na tylnym siedzeniu, denerwując się na każde słowo swojego ojca. 
- Ty lepiej od razu zadzwoń do swojej matki i jej wszystko powiedź, zanim zadzwoni tam Marco. Bo chyba mu powiesz? 
- Nie, nie powiem mu. - odezwał się. Spojrzałam na Diego. Naprawdę myślał że to nic takiego? Wszyscy się o niego martwili... A on nic. 
- Diego, ja jednak zostanę dziś w nocy u ciebie. - odezwałam się. Diego tylko kiwnął głową, to mu chyba nie przeszkadzało. 

Mora. 

Jestem bardzo ciekawa kiedy on wróci do domu. Siedzę cały czas w kuchni, patrząc przez okno. Po pewnym czasie zatrzymał się przed naszym domem samochód, z którego wysiadł Diego i Violetta. Już ja się zaraz dowiem z kim to przyjechali i dlaczego tak długo zostali w studio. Dalej obserwowałam samochód, ale nie widziałam za bardzo kto to. Po chwili Diego i Violetta weszli do domu. Oboje ruszyli od razu do kuchni. 
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytał Diego. Widziałam że stara się w jakiś sposób pozbyć mnie z kuchni, ale ja nie zamierzałam wyjść. 
- Coś się stało? - spytałam, stając przed szafką do której od razu podchodził.
- Nie. Odsuń się, chce tylko zrobić sobie herbatę. - powiedział starając się mnie odsunąć. Dobra, nie będę zagradzała mu drogi. Violetta gdzieś wyszła, by powiedzieć ojcu że zostaje dzisiaj na noc u którejś z koleżanek, bo by została u Diego nigdy by się nie zgodził. Spojrzałam na Diego który zaczął robić dla siebie i Violetty herbatę, a potem zaczął przeszukiwać szafki. Sama wiedziałam czego on tam szuka, nawet nie wie gdzie to położył. 
- Tutaj są. - od razu podałam mu leki, które leżały na stole w kuchni. Miał je ze sobą zabrać, zawsze miał je przy sobie. Najwyraźniej zapomniał. 
- Em... Dzięki. - powiedział od razu biorąc opakowanie.
- Po co ci one teraz? - spytałam. Jakieś przesłuchanie mu teraz zrobię.
- Nieważne.
- Diego! Powiedź mi całą prawdę. - powiedziałam. W tym momencie do kuchni weszła Violetta.
- Nie chce ci nic powiedzieć? - spytała podchodząc do niego. - Rób te herbatę, bierz leki i do łóżka. 
- Zachowujesz się już jak moja mama. - stwierdził.
- Ktoś musi ci ją zastąpić. 
Diego posłusznie zrobił tą herbatę i wziął leki. Ze swoim kubkiem poszedł do pokoju, a Violetta została jeszcze ze mną. 
- Powiesz mi co się stało? - spytałam. Wiedziałam że Violetta mi wszystko powie, a potem od razu pójdzie do Diego. 
- Zemdlał na zajęciach. Zdecydowanie za długo go tam trzymała... - powiedziała. Ja wiedziałam że coś m się stanie, jednak mnie praktycznie wcale nie słuchał kiedy przyszłam. 
- Kto was przywiózł? - spytałam. Skoro Diego mi nie odpowiada, zadam kilka pytań Violettcie.
- Wasz ojciec. Cały czas był w pokoju nauczycielskim, nie chciał wyjść przed wyjściem Diego. 
Kiedy to powiedziała zdziwiłam się trochę. Tata martwił się o Diego...? Nie, w to nie mogłam uwierzyć. Ale jednak ich odwiózł, to w końcu musiało coś znaczyć. 



***
Pogratulujcie mi, pisałam to w nocy xD
Pewnie dlatego jest dziwnie i w ogóle. A kiedy w nocy? Dokładnie ze środy na czwartek (nie mogłam spać xd) XD 

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 39 - "Wszyscy już wiedzą?"

Diego.  
Albo mi się wydaje, albo te zajęcia się strasznie przeciągają. Powoli mam już dość. W końcu jednak Gregorio stwierdził że nie powinni już dłużej nas męczyć. Jackie jednak uparła się że ja i kilka osób źle tańczę i postanowiła nas zatrzymać. Mieliśmy jakieś 5 minut przerwy a do mnie podeszła Violetta. 
- Diego, nie zgadzam się byś tu dłużej siedział. Chodź już do domu. 
- Nie mogę, powiedziała że mam zostać to zostaje. 
- Nie wydaje mi się by był to dobry pomysł. - usłyszałem tym razem głos Gregorio - Kiedyś już po pół godziny tańca coś się z tobą działo, powinieneś iść już do domu. 
- Ty się nie wtrącaj. Jestem starszy, wytrzymuje dłużej. - upierałem się przy swoim - Do tego Jackie mnie nie wypuści. 
- Jak porozmawiam z Pablo to... 
- Tato, proszę. Nic mi się nie stanie jak dłużej tutaj zostanę. Nauczcie się tylko bardziej tych kroków i tyle. Do tego nie mam pojęcia co to obchodzi ciebie. 
- Zrozum w końcu że pomimo tego że was zostawiłem, ciągle cie kocham. Twoje rodzeństwo także, dlatego chce dla was najlepiej. 
- Jakoś nie zauważyłem. - stwierdziłem. 
- Nie kłóćcie się znowu! - odezwała się Violetta - Nie tak powinny wyglądać relacje pomiędzy ojcem i synem. Zrozumcie wreszcie że wszyscy na nas patrzą. Rozumiem, ty go nienawidzisz, ale Diego, on cie kocha. Ja też cie kocham i chce byś w tej chwili wrócił do domu.  
- Yhym... I co powiecie niby Pablo w takim razie? 
- Na przykład że źle się czujesz. - zaproponował mój ojciec. 
- To by było kłamstwo. - stwierdziłem. 
- Może jeszcze się źle nie czujesz, ale za chwilę możesz źle się czuć. - stwierdziła Violetta. 
- Stoisz po jego stronie? - spytałem patrząc na swoją dziewczynę. 
- Tak, tym razem ma racje. 
- Dobra, ja i tak pójdę. - powiedział tata i od razu poszedł. 
- Nie róbcie ze mnie jakiegoś kaleki. Nie powinnaś już iść do domu? - spytałem - Twój tata się zdenerwuje. 
- Zaczekam na ciebie przed studio, tylko się streszczaj. - powiedziała i pocałowała  mnie w policzek po czym uciekła z sali. Czy ona naprawdę nie rozumie że ja nie mam zamiaru wychodzić z tej lekcji wcześniej niż Jackie mi na to pozwoli? Po chwili wrócił tata, jednak nic narazie nie mówił, bo akurat tańczyliśmy. Tańczyliśmy wszyscy po kolei, więc na szczęście miałem szansę trochę jeszcze odpocząć. `
Zaraz po tym jak zatańczyłem pierwszy raz do sali wszedł Pablo. 
- Diego, możesz już iść. - powiedział od razu. Więc jednak tata coś załatwił... 
- Niby dlaczego akurat jego zwalniasz? Tańczył dzisiaj najgorzej. - stwierdziła Jackie, co mnie trochę uraziło. 
- Może nie mówiłabyś tego uczniowi? - zaczął mnie bronic ojciec - Diego tańczył dzisiaj świetnie i ma prawo wyjść, jeśli wypuszcza go Pablo. 
Pablo postanowił się chyba nie wtrącać, bo wyszedł. 
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? Chce wszystkich nauczyć tak samo i jeśli ktoś potrzebuje więcej lekcji, zostaje dłużej. A Diego akurat zostanie tu do wieczora i nie interesuje mnie to że ty tego nie chcesz. 
- To jest akurat mój syn i ja wiem ile on wytrzyma a ile nie. Nie powinien tutaj siedzieć cały dzień, chyba że chcesz być odpowiedzialna za późniejsze konsekwencje. - bronił mnie nadal ojciec. Naprawdę chciał bym wyszedł. 
- Jakie konsekwencje? Taniec jeszcze nikomu nie zaszkodził. - stwierdziła Jackie - Stajesz w jego obronie tylko dlatego że to twój syn. Nie chce mu się tańczyć to go zwalniasz i tyle. Nie wiesz o nim więcej niż my, bo praktycznie go nie znasz. 
Znowu... Jackie przesadza, tak mi się przynajmniej wydaje. 
- Uczyłem go tańczyć gdy był jeszcze dzieckiem i dobrze wiem do czego jest zdolny, więc nie mów mi teraz  że był najgorszy i do tego że go wcale nie znam. 
- Bo nie znasz. - odezwałem się tym razem ja. 
- Widzisz, nawet twój syn nie jest po twojej stronie. 
- Diego, nie odzywaj się. - rozkazał  natychmiast mój ojciec. Wszyscy jakoś od razu się cofnęliśmy, mój ojciec kłócący się z Jackie to już chyba norma na tych zajęciach.  
- Słuchaj Gregorio, jeśli ja uważam że ma tyle siły żeby siedzieć tu ze mną do wieczora, to ma. 
- A wiesz jaki jest jego stan zdrowia, czy oceniasz po wyglądzie? - spytał. 
- Tato! - powiedziałem patrząc na niego. Nie chciałem żeby cokolwiek przy nich wygadał... 
- Cicho Diego. - uciszył mnie znowu. 
- Moim zdaniem wygląda na zdrowego, to mi wystarczy. 
- To że wygląda na zdrowego nie oznacza że jest zdrowy. - powiedział. Wszyscy nagle zaczęli coś tam szeptać miedzy sobą. 

Violetta. 
No i gdzie jest ten Diego? Po jakiś 20 minutach, gdy nadal się nie pojawiał postanowiłam tam pójść. Usłyszałam tylko jak Gregorio kłóci się z Jackie. 
- Jest  chory? No jasne, już to widzę. - zaczęła się śmiać Jackie - Spójrz jak wygląda! Nie wmówisz mi że jest chory. Patrzyłam tylko na minę Diego. Nie był chyba za bardzo zadowolony z przebiegu tej rozmowy. Od razu weszłam do sali i stanęłam obok niego. Nawet nie zauważyli że tu jestem. 
- Byłem jego opiekunem jakoś do 3 roku życia, chyba wiem o nim dużo więcej niż ty. 
- Tato, dość! - krzyknął Diego. 
- Aż jestem ciekawa co nasz Diego tutaj ukrywa. - odezwała sie Jackie. Chyba po zdenerwowaniu Diego domyśliła się że Gregorio mówi prawdę. 
- Nic... Zostanę do wieczora, proszę bardzo. Jestem całkowicie zdrowy, tata stara się mnie jakoś zwolnic ale mu nie wychodzi. - zaczął wymyślać od razu Diego. 
- Diego, nie ma mowy. Idziesz do domu. - powiedziałam od razu i pociągnęłam go w kierunku drzwi. 
- Violetta, słonko... Kocham cie ale zadzwonię potem. Idź już. - powiedział i od razu wyrwał swoją rękę z mojego uścisku. Nie rozumiałam dlaczego aż tak mu zależy na tym by nikt nic nie wiedział. Może nie chciał jakiegoś specjalnego traktowania, które tata teraz mu załatwił? Postanowiłam się więcej nie kłócić. Wyszłam z sali, ale czekałam na niego na zewnątrz. 

Diego. 
- Jeśli już nawet Violetta się tutaj wtrąciła, to musisz coś ukrywać. - odezwała się Jackie - Dlatego jednak zostajesz tu do wieczora, zobaczymy czy wytrzymasz. 
- Na twoim miejscu bym nie ryzykował. - odezwał się znowu mój ojciec - Chcesz ponosić odpowiedzialność? Jeśli coś mu się stanie na twoich zajęciach, będziesz miała problemy. 
- Gregorio, nie wymyślaj już. I lepiej idź. - powiedziała nauczycielka. Mój ojciec wyszedł, chyba nie chciał być światkiem tej całej masakry. Zaraz po tym jak wyszedł, do sali weszła Violetta. 
- Posiedzę tu i poczekam na Diego. - oznajmiła od razu. Jackie jakoś jej nie wyrzucała. Po jakieś godzinie wypuściła już wszystkich z wyjątkiem mnie. 
- No widzisz, godzinę wytrzymałeś. - odezwała się. Spojrzałem na zegar. Była dopiero 16, zapowiadał się długi dzień. 
- Możesz go już w takim razie wypuścić. - zaproponowała Violetta, jednak Jackie się nie zgodziła. 
- Nadal nic nie umie. - tłumaczyła. Po kolejnej godzinie zrobiła mi przerwę i poszła gdzieś.
- Świetnie, tata pogrążył mnie jeszcze bardziej. - stwierdziłem siadając obok Violetty. 
- Chciał ci pomóc. - powiedziała Violetta. - Masz 20 minut przerwy, tak? Chodź, zrobimy sobie szybki piknik. 
Gdy to powiedziała, pociągnęła mnie za rękę. Od razu ruszyłem za nią. Jedzenie mieliśmy już przygotowane, najwyraźniej dzwoniła do Olgi żeby coś przygotowała na szybko. Usiedliśmy w parku na jakimś kocu. 
- Wytrzymasz do tego wieczora? - spytała Violetta  
- Nie mam pojęcia... Mam nadzieje że tak. 
Przez chwilę zajmowaliśmy się tylko jedzeniem. Po chwili jednak zaczęliśmy się wygłupiać. Wstała i spojrzała na mnie. 
- Berek! - krzyknęła i zaczęła uciekać. Momentalnie wstałem i pobiegłem za nią, śmiejąc się przy tym. W końcu ją złapałem i oboje wylądowaliśmy na trawie. Zaczęliśmy się głośno śmiać, zwracając na siebie uwagę wszystkich.  
- Dobra, ja już muszę chyba iść na zajęcia... - powiedziałem patrząc na zegarek. 
- Nie, nie idziesz. Nie pozwalam. - pokazała mi język. 
- Muszę. 
Powiedziałem. Wstałem i razem z nią poszedłem pozbierać resztki naszego pikniku a potem wróciliśmy do studio. 


***
Wredna Jackie, hahahaha xD
Mam nadzieje że rozdział się podoba ^.^
Dla tych którzy już się boją - 1 seria (tak, dobrze myślicie. Znalazłam sposób na zrobienie 2 serii, nie eliminując pomysłu xD) ma 70 rozdziałów, czyli Diego raczej jest jeszcze wśród żywych XD (zważając że 40, 41 i 42 mam już napisany xD. Biorę się za 43 ^.^) 

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 38 - "... i którego teraz nienawidzi."

Diego. 
- Diego, możesz zostać chwilę? - usłyszałem od swojego ojca. Wiedziałem że zapyta, jednak i tak nie miałem ochoty na rozmowę z nim.
- A jeśli nie mogę? - zapytałem. Wszyscy od razu na mnie spojrzeli. No co to ma być w ogóle?
- Powiem to inaczej : Diego, zostajesz dzisiaj po lekcji. - powiedział Gregorio. Nie zważając na moje protesty zaczął prowadzić lekcje dalej. Kiedy skończyła się lekcja wszyscy od razu wyszli, oczywiście tylko ja zostałem. Nawet gdyby zachciało mi się stąd gdzieś zwiać, i tak by mnie znalazł.
- Wiec czego chcesz? - spytałem podchodząc do swojej torby i wyjmując z niej butelkę wody. - Mów szybko, zaraz mam zajęcia z Pablo.
- Dlaczego pojechałeś do matki? - spytał Gregorio. Zdziwiło mnie lekko to pytanie.
- To chyba normalne że chcę odwiedzić osobę która była przy mnie całe życie i mnie kocha, prawda? - spytałem.
- Diego...
- Co znowu? Myślisz że ja nic nie pamiętam?! Myślisz że od tak, normalnie wybaczę ci co mi zrobiłeś i nagle zacznę do ciebie mówić "tatusiu"? I może jeszcze mam z tobą zamieszkać i udawać grzecznego synka?!
- Dobrze wiesz że nie o to mi chodzi, nie denerwuj się. - powiedział starając się mnie jakoś uspokoić. Byłem na niego zły, przez ten cały weekend wszystko mi się przypomniało. Pomimo tego że przy całej szkole mu wybaczyłem, nie potrafiłem teraz wykrztusić z siebie że go kocham i że jest moim ojcem. Kiedyś... Kiedyś go kochałem i mogłem nazwać ojcem.  Niech wszyscy sobie myślą że żyjemy w zgodzie, proszę bardzo. Mogę w czasie lekcji powiedzieć do niego "tato" bez wydzierania się na niego. Ale kiedy jesteśmy sami, nie mam zamiaru udawać że nie mam mu za złe.
- Straciłem przez ciebie całe dzieciństwo... Najlepiej będzie jak wrócę do mamy. - Powiedziałem, od razu kierując się do drzwi. Zatrzymał mnie jednak
- Diego, nie wygłupiaj się. Kocham cię...
- Serio? A ja cie nienawidzę. - powiedziałem dość głośno. W tym momencie zorientowałem się że wszyscy stoją przed drzwiami. Które akurat były otwarte, wszystko słyszeli. Pięknie, teraz ja wyjdę na tego złego.
Wszyscy od razu sobie poszli, chyba wiedząc że nie jest to raczej moment w którym powinno się podsłuchiwać.
- Mówisz do ojca że go nienawidzisz? - spytał Gregorio, widocznie zdziwiony moją reakcja.
- Do ojca który zostawił mnie w najgorszej chwili mojego życia. Do ojca którego kiedyś kochałem, z którego jako małe dziecko chciałem naśladować. Co zostało z mojego dawnego ojca? Nic. Mogę już iść?
- Myślisz że chciałem cie zostawić? - spytał.
- A co, zrobiłeś to przez przypadek? - spytałem, nie mogąc opanować śmiechu. - Przez przypadek spakowałeś wszystkie swoje rzeczy, nie pożegnałeś się ani ze mną, ani z moim rodzeństwem, nawet z mamą. To wszystko to przecież przypadek!
- Diego, to nie tak...
- To niby jak? - spytałem nie dając mu skończyć - Muszę iść już na zajęcia.
Chciałem go wyminąć, ale nie dał mi przejść.
- Spóźnię się na lekcje. - powiedziałem tylko, próbując go  odsunąć.
- Nie interesuje mnie to.
- Bo ciebie nie interesuje żaden moment z mojego życia.
- Jak to nie? Interesuje! - powiedział od razu.
- Tak? - spytałem. Od razu zacząłem grzebać w swoim plecaku, szukając czegoś. Po chwili wyciągnąłem zdjęcie które w sobotę dostałem od przyjaciół i pokazałem mu.
- Jeden z nich to ja. A teraz powiedź który. - byłem ciekaw, czy wie chociaż jak wtedy wyglądałem czy po prostu olewał sytuacje i zapomniał o tym że ma dzieci.
- Em... Ten po środku? - spytał. On w ogóle jest do mnie podobny?
- Nie zgadłeś. Jestem drugi od lewej. Jeszcze jakieś pytania? - schowałem zdjęcie do plecaka i wyszedłem z sali. Czekała na mnie już Violetta. 
- Myślałam że się tam pozabijacie. - stwierdziła. Złapałem ją za rękę i ruszyłem na zajęcia z Pablo. 
- Mało brakowało. - powiedziałem. - Jeszcze raz powie że jest moim ojcem i interesuje go moje życie to nie wiem co zrobię. Nie wie nawet jak wyglądałem gdy byłem młodszy i śmie się nazywać moim ojcem?
- Diego, spokojnie... 
- Ja jestem spokojny, całkowicie spokojny. 
- Wiesz... Mamy dzisiaj jeszcze jedne zajęcia z tańca, tym razem z twoim ojcem i Jackie. Może sobie je jednak odpuścisz? - spytała. 
- Nie Violetta, nie będę opuszczał zajęć. - powiedziałem. Ona wiedziała że jestem uparty, więc nie kontynuowała już tematu. Po zajęciach z Pablo ruszyliśmy razem z przyjaciółmi coś zjeść.  
Gdy Leon wraz z Maxim poszli kupić dziewczynom jakieś soki, Francesca nagle zaczęła temat, nie zważając na to że obok jest również Camila i Andres którzy nic nie wiedzą.
- No to jak się czujesz Diego? - spytała - Przeżyłeś jakoś zajęcia z tatą? Powinienem sobie odpuścić kolejne. - stwierdziła Fran. Ja tylko spojrzałem na nią morderczym wzrokiem. 
- Już wiecie dlaczego nic wam nie chciałem powiedzie. - powiedziałem i pokazałem jej język. - Nie będę opuszczał zajęć bo wy tak chcecie. 
- Zaraz... - wtrąciła się Camila - Czy ja czegoś nie wiem?
- No chyba tak. - zaśmiał się Leon, akurat podchodzący do stolika - Ale pociesze cie, ja też chyba coś ominąłem. Trójkącik coś ukrywa?  
- Trójkącik? - zdziwiłem się - Weź się lepiej lecz. 
-  Tobie by się to przydało. - stwierdziła Francesca. 
- Weź już lepiej nic nie mów. Nie umiesz utrzymywać nic w tajemnicy? - spojrzałem na nią, reszta oczywiście od razu się zainteresowała. 
- Nie przed moimi przyjaciółmi.
- Co to za tajemnica? - zainteresował się w końcu Leon - Oj powiedźcie nam, świat od tego nie wybuchnie. 
- Po co ja se zgadzałem na to żeby Marco ci wszystko powiedział? - spytałem patrząc na Fran.  Ona jest wspaniałą przyjaciółką, ale czasami... irytującą? 
- No wiesz, to musi być bardzo interesująca tajemnica skoro żadne z was nie chce nam jej wyjawić, omijając oczywiście Francesce. - odezwała się Camila. - Ja i tak się dowiem. 
- Dobra, ja już mam dość tego tematu. Spadam na zajęcia. - powiedziałem i wstałem od razu. 
- Zjedź coś chociaż... - powiedziała od razu Violetta. 
- Mówiłam żebyś nie szedł na te zajęcia. - powiedziała od razu Fran. 
- Nic mi się nie stanie jak czegoś nie zjem, no i jak raz zatańczę. - powiedziałem. 
- Tego nie wiemy. - stwierdziła Francesca. Ona naprawdę robi się bardzo interesująca. 
- Ale ja wiem. Wiem jak się czuje i wiem że przetrzymam jeszcze te zajęcia. Idziecie ze mną? - spytałem patrząc na Fran i Violette. Wolałem żeby narazie nic nie wygadały. Dziewczyny od razu wstały i ruszyliśmy na zajęcia. 
- Dlaczego im nie powiesz? - spytała Violetta, gdy byliśmy już w sali tanecznej. 
- Z tego samego powodu, dlaczego nie chciałem powiedzieć tobie. Jak nikt nie wie jest dużo lepiej, nie uważasz?
- Może i masz trochę racji... 
- Tylko ogarnij Fran żeby nic nie wygadała. - powiedziałem. Po chwili już zaczęły się zajęcia. 




***
Jak się domyślacie, tytuł tego rozdziału jest dokończeniem tytułu tamtego xd Fajnie, nie? XD 
Większość tego rozdziału napisałam wczoraj, ale po co dodać skoro można dziś? xD 
13 komentarzy - next ;3 

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 37 - "Ojciec, którego tak bardzo kochał..."

Marco. 
- No idź z nim pogadaj! - powiedziała Francesca wypychając mnie za  drzwi. Za jakie grzechy to ja mam z nim rozmawiać? W sumie, Diego ma za sobą już rozmowy z nim, do tego go nie ma. A Mora czasami bywa... niebezpieczna? Tylko jak się zdenerwuje, jednak tata sam w sobie ją wkurza.
- No idę, idę. - powiedziałem wychodząc z domu. Stanąłem przed drzwiami i zamknąłem je za sobą.
- Więc co cie do nas sprowadza? - zapytałem, starając się jakoś opanować chęć pokazania mu że nikt go tutaj nie chce.
- Jest Diego? - spytał Gregorio. Więc jemu chodzi tylko o Diego, dobrze wiedzieć. Może faktycznie czuje się winny?
- Nie ma go, wyjechał na cały weekend i wydaje mi się że ci o tym wspominał. - odpowiedziałem, chcąc już wejść do domu.
- Myślałem że tylko tak mówił żebym nie zatrzymywał go po lekcji...
- Naprawdę musiał porozmawiać z mamą. Z resztą... Wspominał mi że może nawet tam zostanie. Tak by było chyba lepiej, prawda tato? - spytałem patrząc na niego. Widziałem że moje słowa trochę go zabolały, jednak to że przyczepił się akurat do Diego nie jest zbyt fajne, zważając na to że wcześniej zostawił nas właśnie ze względu na Diego. Nikt tego nigdy nie powiedział mojemu bratu, ale wszyscy wiedza jak jest. Zresztą Diego też się domyślił, głupi nie jest.
- Wiedziałem że będzie chciał wyjechać, ale nie sądziłem że zniknie bez pożegnania. - odezwał się po dłuższej chwili.
- A ty się pożegnałeś? - spytałem. -  Nie interesowało cie co on wtedy poczuje, prawda? Przecież to był wtedy tylko dzieciak, szybko zapomni. Ale ten dzieciak nie miał takiego wspaniałego dzieciństwa i wszystko pamięta. Wszystko, od momentu w którym trafił do szpitala.
- Nie moją winą jest to że jestem waszym ojcem.
- Twoją winą jest to że nas zostawiłeś. A teraz idź, przez ciebie Mora znowu jest smutna. Muszę iść ją pocieszyć. Zwykle robi to Diego, ale niestety go nie ma. - powiedziałem i wszedłem do domu. Fran już siedziała z Morą, więc poszedłem do nich.
- Czego chciał? - spytała Mora. - Dlatego Diego wyjechał do mamy?
- Chciał porozmawiać z Diego. A co do tego że przez niego wyjechał, to prawda. Mówił mi jeszcze przed wyjazdem że być może tam zostanie, jednak mam nadzieje że nie.
- Dziwnie reagujecie na swojego ojca. - odezwała się Francesca - O co chodzi...?
Kiedy zadała to pytanie, stwierdziłem że powinienem wszystko jej wyjaśnić. Ale może nie przy siostrze, i za pozwoleniem Diego. Nie wiem czy życzy sobie bym wspominał Fran o tej całej jego chorobie.
- Powiem ci, ale potem. Narazie muszę zadzwonić do Diego. Zostań tu z Morą. - powiedziałem i wziąłem telefon. Od razu ruszyłem do innego pokoju. Chłopak odebrał bardzo szybko.
- Coś się stało? - spytał od razu.
- Zostawiłeś nas tylko na weekend, spokojnie. Dom stoi cały, wszystkie okna są jakie były i Mora żyje. Nie można tak po prostu zadzwonić do brata?
- Można, można... Mów co się stało.
- Tata tu przylazł. - powiedziałem od razu. Wiedziałem że o tym akurat powinien wiedzieć.
- Po co? - zapytał już trochę się denerwując. - Mora wie?
- Teraz już wie. Chciał z tobą rozmawiać.
- Ze mną? - zdziwił się - Przecież mu mówiłem...
- Myślał że wciskasz mu kit bo nie chcesz z nim rozmawiać. - wyjaśniłem od razu.
- Nie ma to jak ojciec nie ufający własnemu synowi. - stwierdził.
- Jeszcze coś...
- Co? - spytał. - Na serio dom stoi cały?
- Diego, przypominam ci że jestem niewiele młodszy od ciebie i tak naprawdę potrafię zadbać o siebie i naszą siostrę. Francesca pyta o to jak to było, mógłbym jej wszystko wyjaśnić?
- W sumie... Violetta i tak już wie, więc Fran też może spokojnie się dowiedzieć.
- Powiedziałeś Violettcie? - zdziwiłem się trochę. W końcu Diego przez dłuższy czas nie chciał jej powiedzieć, pomimo tego że go przekonywałem.
- Powiedźmy że mama trochę mi w tym pomogła. - zaśmiał się - Nawet lepiej że wie, teraz chociaż rozumie dlaczego nie chcę rozmawiać z tatą. No dobra, koniec rozmowy. Mama mnie woła, cześć! - powiedział i się rozłączył.
- Rozmawiałeś z Diego? - spytała Mora od razu jak wszedłem. - I jak się czuje?
- Napewno lepiej niż tutaj. Nie wspominał narazie nic że chce tam zostać, więc może do nas wróci. Francesca, chodź... Wyjaśnię ci wszystko, lepiej żeby nie było przy tym Mory.
Spojrzałem na More, która nawet nie próbowała przekonywać byśmy rozmawiali z nią. Wzięła tylko jakąś bluzę i poszła się przejść. Nie będę jej pilnował, nie jest już chyba dzieckiem. Razem z Francescą ruszyliśmy do mojego pokoju.
- To o czym chciałeś rozmawiać? - spytała.
- Mam pozwolenie Diego na wyjaśnienie ci wszystkiego od początku, pytanie tylko czy chcesz usłyszeć?
- Oczywiście że chce...
- No wiec...

(teraz zrobię wspomnienia w taki fajniejszy sposób, z perspektywy narratora :D)

***Wspomnienia***  
- Marco, zobacz! - krzyknął Diego, po raz kolejny starając się nieudolnie nauczyć od ojca jakiś najprostszych kroków tanecznych. Od zawsze Diego uwielbiał tańczyć i śpiewać, nigdy nie ciągnęło go na przykład do gry w piłkę tak jak innych chłopców. Marco za bardzo nie chciał przyłączać się do zabawy swojego brata, więc siedział i coś rysował.
- I tak nigdy się nie nauczysz! - odezwał się Marco.
- Pffy! Ja przynajmniej próbuję! - Diego nadal powtarzał kroki ojca. Raczej się wygłupiał, a nie tańczył. Jednak jego ojciec wiedział że i Diego i Marco kiedyś wyrosną na artystów, widział to dobrze. Ale myślał że Marco będzie malarzem, bo cały czas rysował. Chłopcy mieli dopiero po 3 lata. Ich matka w ciągu dnia pracowała, więc byli pod opieką ojca. Ich ojciec znikał dopiero wieczorem, kiedy już spali. Codziennie czytał im bajki na dobranoc. Tego dnia było jednak inaczej. Jak każdego dnia, bracia zniknęli w swoim pokoju a Gregorio ruszył położyć do spania ich młodszą siostrę, która miała dopiero dwa lata. Potem ruszył do chłopców, oczekując że już grzecznie leżą w swoich łóżkach. Kiedy wyszedł z pokoju córki, Marco jednak nie był w pokoju. Właśnie ciągnął do ich pokoju mamę.
- Mamo, coś się dzieje z Diego! - krzyczał. Od razu ruszył tam za swoim synem oraz żoną. Jednak gdy weszli, chłopak siedział tylko na łóżku. Był blady, co trochę przeraziło ich matkę.
- Co tu się stało? Co robiliście? - spytała podchodząc do Diego. Wiedziała że jej synowie wygłupiają się bez przerwy i czasami wychodzą z tego jakieś problemy.
- Nic mamo. - odpowiedział Marco stojąc obok swojego taty - Diego chciał mi pokazać kroki których nauczył go tata, ale pod koniec tak jakby zaczął się dusić no i... od razu pobiegłem po ciebie.
Marco oczywiście był przerażony, tak samo jak rodzice.
-  Zabiorę go szybko na pogotowie. - stwierdził Gregorio, patrząc na bladego syna. Nie wydawało mu się by było to coś normalnego, szczególnie dlatego że ostatnio dość często się to powtarzało - A ty Marco już idź spać.
Chłopak posłusznie położył się na łóżku. 5 minut później Gregorio już był razem z synem w samochodzie, wioząc go do najbliższego szpitala.
- Tato, to niepotrzebne. Nic mi nie jest. - zapewniał Diego. Pomimo że był dzieckiem, rozumiał że jego rodzice się martwią. Starał się ich trochę uspokoić. Wydawało mu się że po prostu przesadził z tym tańcem...
Następnego dnia Marco obudził się około 9. Matki nie było w domu, o dziwo nie było również ojca. Marco i Mora zostali wtedy jeszcze z babcią, która przyjechała strasznie szybko z samego rana.
Tak mijały kolejny dni, tylko po tygodniu rodzeństwo zaczęło zostawać z wujkiem. Marco codziennie pytał o Diego, rodziców widział tylko wieczorem gdy przychodzili do jego pokoju na chwilę by przeczytać mu jakąś bajkę lub zaśpiewać kołysankę. Marco nic nie wiedział... Po jakimś miesiącu, może dwóch tata już wcale do niego nie przychodził. Pojawiała się tylko matka. Ojciec gdzieś zniknął, nie dawał znaków życia. Po jakimś roku dopiero do domu wrócił Diego. Chciał zobaczyć się z ojcem... Którego już tu nie było.
- Mamo, gdzie jest tata? - pytał codziennie. Mama tylko odpowiadała mu że musiał wyjechać, że niedługo wróci. Marco już wiedział że nie wróci... Po kilku miesiącach Diego również się domyślił. Domyślił się że ojciec którego tak kochał  go zostawił.

*Wracamy do perspektywy Marco xd*
- Dlatego go nienawidzicie? - spytała Francesca, po mojej wypowiedzi.
- Tak... Wszyscy raczej ze względu na to jak cierpiał Diego, bo to nie może się raczej równać z tym co czułem ja czy Mora. Diego jeszcze się obwinia o jego odejście. Mama tłumaczy mu że to nie jego wina do tej pory. Ale to nie jest przecież jego wina, to wina tego że ojciec nie potrafił zrozumieć ile znaczy dla Diego i że nie powinien odchodzić, szczególnie wtedy gdy jest chory jego syn.


Diego.

W końcu jesteśmy w domu, w Buenos Aires. Poniedziałek rano.Strasznie nie chce mi się wstawać, ale kiedyś w końcu muszę. Chociaż chyba nic nie stanie się jak raz nie pójdę do szkoły... A kit z tym, wstaje. Po chwili już byłem gotowy i ruszyłem po Violette. Razem szliśmy do studio.
- Mógłbyś sobie dzisiaj odpuścić zajęcia z tańca. - stwierdziła dziewczyna. Ja tylko spojrzałem na nią i od razu pokręciłem głową.
- Nie ma mowy, Violetta. Teraz będziesz mnie tak traktować czy jak? - zaśmiałem się - Zajęcia z tańca spokojnie wytrzymam, jak zatrzyma mnie po zajęciach będzie gorzej.
- Może nie zatrzyma?
- Wątpię w to. Skoro przylazł do mnie do domu  w sobotę, musi mieć mi coś ważnego do powiedzenia.












***
Taka informacja xD Gregorio wspominał w którymś rozdziale że kocha dzieciaki, i któryś anonim o tym wspomniał, więc chce wyjaśnić sytuacje. Przecież nigdy by się nie przyznał do tego że odszedł ze względu na swojego syna, prawda? No nie wydaje mi się żeby się tym chwalił :D Rozumiecie? xd
Wiem że wspomnienia wyszły mi dziwnie, ale miałam taką chętkę je napisać *-* Do tego przez wspomnienia rozdział jest dłuższy :D


12 komentarzy - next.

Obserwatorzy

Chat~!~